Pierwszy bieg :)

12 komentarzy

Dane treningu

  • 10.40 km
  • 01:02:38 h
  • 6:01 min/km
  • HR avg.: 150 ( 75%)
  • Przewyższenie: 20 m
  • Kalorie: 962 kcal
  • Aktywność: Bieg
  • Ćwiczenia: B.M1

Chyba po raz pierwszy udało mi się taki dystans przebiec – do tej pory raczej łączyłem marsz z biegiem. W końcówce było już dość ciężko, ale wytrzymałem :). Ciekawe co na to moje nogi powiedzą jutro ;).

12 Komentarzy (+dodasz swój?)

  1. Marcin |

    10 km, jeszcze drugie tyle i półmaraton (21 km) Twój! ]:->

  2. Axi |

    Nie widzę potrzeby trzaskania takich długich dystansów. Ważniejsze, żeby zejść z dyszką poniżej 50min. :).

  3. Kubak |

    Też mam takie założenie. Biegać godzinę, a w tym czasie przebiec co raz więcej. :)

  4. Pirx |

    Zdecydowanie, dwa razy w tygodniu po 10km okazało się ciut za dużo dla mojej kostki i z żalem muszę na czas jakiś się z bieganiem rozstać. Może gdybym ok miesiąca temu tej kostki nie skręcił, to byłoby dobrze, a tak trzeba wybierać rower, albo bieganie i poważniejsza kontuzja.

  5. Axi |

    Pirx, a dobrą technikę biegu stosujesz, czy „zaufałeś” butom i lądowałeś bezpośrednio na pięcie? 20km/tydz. to nie jest jakiś duży przebieg (choć jak widziałem wpis na forum rowerowania biegasz dość szybko, co pewnie wprowadza większe obciążenia)

  6. Pirx |

    Biegnę na wyczucie i dość szybko, nawet niepotrzebnie szybko. Oczywiście z pięty, ale w ubiegłym roku nie było z tym żadnych problemów. To ta skręcona kostka mnie wyeliminowała. Skręciłem ją dość prozaicznie - biegłem sobie w piękne słoneczne popołudnie, w zasadzie wieczór, las, charakterystyczny gorzkawy zapach liści, nikogo w okolicy... I tak rozmarzony biegnąc szutrową dróżką nie zauważam przykrytego liśćmi rowka wypłukanego przez wodę... i jak nie zaboli!!! Załapałem się na dość popularne "podwinięcie" stopy do wewnątrz. Udało się nie przewrócić, ale przez dobrych kilka minut nie mogłem obciążyć kostki, potem ledwie mogłem iść, wreszcie delikatnie truchtać i tak jakoś dotruchtałem do domu. Po tygodniu było już ok. oprócz fioletowego koloru w jednym miejscu, ale oczywiście kontynuowałem bieganie i wreszcie wystartowałem w biegu Szlakiem Legionistów. Po 10km walenia w asfalt odezwała się kostka i pobolewa do dzisiaj. Oczywiście w środę pobiegłem znów 10km i ledwie do domu dociągnąłem z bardzo słabym nawet jak na mnie czasem, utykając pod sam koniec i obciążającbardziej prawą nogę. Dziś kostka nadal spuchnięta, odpuszczam bieganie do odwołania, bo zejście po schodach jest bolesne, wejście, o dziwo, nie... Wypychanie ciężaru na suwnicy w siłowni również bezproblemowe.

  7. Dawid |

    Ja nigdy na czas nie biegałem - zawsze w tleniku z pulsometrem na ręce czyli po prostu truchcik.

  8. Pirx |

    Dawid - ja też nie, ale po biegu lubię sobie zobaczyć ile zajęła mi trasa w porównaniu do poprzedniego treningu, albo do tego, który był np. dwa tygodnie temu - obserwuję ew. postępy. I kiedy jednego dnia ten sam dystans biegnę 40min., a za dwa dni utykając robię go w 50min. to wiadomo, że nie jestem zadowolony.

    Biegam (biegałem) oczywiście z pulsometrem, ale staram się utrzymywać puls nie niżej niż 140, co odpowiada mojemu rowerowemu tlenowi 130. Najczęściej jednak miałem średni puls w granicach 150, chwilowy spokojnie dochodził do 170 (przy moim aktualnym maksie 183). Trzeba brać poprawkę - zwykle 10 uderzeń/min. więcej jest przy bieganiu niż na rowerze, ale subiektywnie nie odczuwam tego wysiłku jako męczącego dla serca i płuc. Tylko nogi jak z waty sygnalizują, że wykonują jakąś dziwną dla nich pracę, góra nie robi żadnych problemów.

  9. Dawid |

    O kurcze, widzisz, ja nigdy nie dodawałem tego +10 do pulsu podczas biegu. To może być problematyczne :P

    Postaram się to sprawdzić.

  10. Axi |

    Hmm, w sumie też nigdy nie brałem pod uwagę żadnych różnic w tętnie między tymi sportami. Różnicę w tętnie maksymalnym między biegiem a rowerem mam tylko 2bpm, więc nie jestem do końca przekonany, że przy tlenie będzie to aż 10bpm…

  11. Marcin |

    Pirx, wylecz kontuzję i wracaj do biegania. 10 km biegłeś w 40 minut?

  12. Pirx |

    Nie, jakieś 8,3km ma moja pętelka przez Jaroszowiec. Przebiegnięcie tego w 40 minut daje już niezłe tempo 5min/km (w terenie większość). Najczęściej "dobieguję" coś jeszcze do 10km

    Przy okazji: pojawiły się wyniki biegu Szlakiem Legionistów. Wyszło, że 12km biegłem w 50min 44s, zajmując 51 miejsce na 93 startujących (zwycięzca miał czas 36 i trochę...) i pechowe 13 miejsce w kategorii na 21 startujących (zwycięzca miał ponad 37min), czyli biegam tak sobie, ale na rowerzystę nieźle. Żeby było lepiej, musiałbym się nieco wyspecjalizować w bieganiu, ale jakoś nie mam chęci.

Dodaj komentarz

wymagane
nie będzie widoczny, wymagany
opcjonalnie, razem z http://