Aktywna regeneracja
Na basenie: 50min, 1km.
Na basenie: 50min, 1km.
Trenażer…
W trakcie kręcenia 10x przyspieszenia (kadencji) i tyleż samo izolowanie nogi.
Kręcenie jedną nogą szło słabo – najdłużej udało się raz po 1min., a tak to przeważnie koło 40sek.
Zwiększanie kadencji zrobiłem sobie w dwóch wariantach.
Ostatnie 30min. to już luźne kręcenie, na troszkę większej niż zwykle kadencji, bo nie ukrywam, że trochę mnie te ćwiczenia zmęczyły i nie chciałem przegiąć. Dane z treningu (z „lap'ami” przyspieszeń).
Korzystając z lekkiego ocieplenia (jak wyjeżdżałem, to były 3°C) kapkę ambitniejsza trasa, czyli przez Czułów a nie całkiem po płaskim. Trochę dziwne, bo podjazd poszedł mi wolniej niż 3 tygodnie temu, ale może wiatr był inny. I jeszcze tętno dziś wyjątkowo skoczne było – chyba nie służą mu takie długie przerwy
.
Nie ma co pisać, kręcenie w miejscu.
Solaris![]()
Ponoć ekranizacje dzielą się na takie, które są wierne, ale brzydkie oraz te które są ładne ale nie wierne. Dla mnie ta ekranizacja powieści Lema łączy niestety wady obu podejść. Nie będę się szczegółowo wgłębiał, bo może ktoś (jeszcze) nie czytał książki – można śmiało czytać dalej
.
Być może to kwestia medium, jakim jest film, ale w moim odczuciu ten film jest o czym innym niż przekaz zawarty w książce – na motyw przewodni wybrano wątek, który w pierwowzorze być może leży gdzieś w kącie, ale też nie do końca w zaproponowanej widzowi postaci.
W niektórych recenzjach można spotkać się z próbami interpretacji filmu tak, aby leżał bliżej książki. Nie czuję się jednak nimi przekonany, w czym dodatkowo utwierdzają mnie zarówno zaprezentowany w miniaturze plakat filmu jak i widniejący na nim podtytuł „Do czego się posuniesz w zamian za drugą szansę?”.
Ogólnie film jest niezły, z dobrze dobraną muzyką, stąd ocena 5/10.
Myślałem, że to pierwszy długi trening w tym roku, a tu niespodzianka miła, bo drugi. Z racji że o pierwszym trochę sobie zapomniałem, to mimo niesprzyjającej pogody wybrałem się kawałek dalej, ale z możliwościami skrócenia „jakby co”.
Najbardziej wiatr dokuczał. Śnieg sypiący trochę też, ale na szczęście był drobny i raczej suchy (spadał z ciuchów) mimo temperatury koło 0°C.
Po 2h trochę znużenie dopadło, ale o dziwo przeszło i chwyciło ponownie dopiero po powrocie do domu.
Trasa
PS Przewyższenie i kalorie z algorytmów Polarowych, bo te dane z Garmina to jakaś abstrakcja.
Zimowy mix, choć nie śnieg z deszczem jak na weather.com, a trucht z trenażerem. Trzeba było dziś zrealizować kilka narzuconych „punktów programu” i przynajmniej tyle udało się poruszać.
PS Dane z biegu orientacyjne, bo znów mi Garmin padł z głodu. Niestety poniżej 20% naładowania mocno przekłamuje stan baterii (przynajmniej na chłodzie – poniżej 5°C) gdyż z 20% spada na 4%, które realnie i tak oznaczają niecały 1%, czyli jakieś 10min. pracy.
Niby tylko katar (lekarka nic więcej się nie doszukała), a na dwa dni położył mnie do łóżka, a po kolejnym dniu wciąż czuję się jak ogłuszony młotem. Ponoć już człowiek na Księżycu był, a sposobu na rozprawieniem się z katarem raz dwa jak nie było tak nie ma
.
Jak w temacie, razem z siostrą objechaliśmy pętlę przez Aleksandrowice, Kryspinów i Piekary. Trochę wiało w pierwszą stronę, ale za to potem nieźle pchało.
Pogoda w zasadzie cały dzień deszczowa, więc nie było innego wyboru jak znów odpalić trenażer.
Zapomniałem przy ostatnim wpisie dodać, że oglądałem świetnie zmontowane ujęcia z maratonu Sellarodna Hero cz.1. i część 2., na które moją uwagę zwrócił RB, bo jakoś umknął mi wpis z nimi na mtbnews.pl.
Trochę dziś nogi bolały, to chyba jeszcze po poniedziałkowych przysiadach
. Deszcz padający podczas powrotu z pracy skutecznie zniechęcił mnie do jazdy na polu.