BM#2 Zdzieszowice

Dodaj komentarz

Dane treningu 1

  • 40.10 km
  • 01:49:04 h
  • 22.1 km/h
  • HR avg.: 165 ( 83%)
  • Przewyższenie: 838 m
  • Kalorie: 1437 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: R

Dane treningu 2

  • 15.00 km
  • 00:41:18 h
  • 21.8 km/h
  • HR avg.: 131 ( 66%)
  • Przewyższenie: 44 m
  • Kalorie: 357 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: E2-

Długa wahałem się nad startem mając w pamięci błotną masakrę z 2013 roku. Dopiero w ostatnich dniach przed maratonem prognozy wyklarowały się na plus i pogoda na maraton siadła idealnie :).

Plan startu zakładał aby, podobnie jak w Daleszycach, nie spalić się na starcie i dobrym równym tempem dojechać do końca. Startowałem z (końcówki) drugiego sektora i trzymając się planu o rozsądnym tętnie generalnie zachowywałem na pierwszym podjeździe pozycję startową – pojedynczy zawodnicy śmigali do przodu, równie niewiele pozostawało w tyle.

Po minięciu Sanktuarium Św.Anny (najwyższy punkt maratonu) rozpoczęły się zjazdy a wraz z nimi bardzo szybko korki: i na zjazdach i na co stromszych (i wąskich) podjazdach. Stan ten utrzymywał się aż do połowy trasy. Co mnie nieco irytowało, to że jadąc na granicy progu i niewiele ponad nim, nie byłem pod górę szybszy od konkurentów, po czym na zjazdach byłem przez nich mocno spowalniany (inna sprawa, że nie umiem przepychać się bokami na zjazdach jak niektórzy).

W okolicach połowy trasy pojawiły się dłuższe płaskie i niemal-płaskie (lekko pod górę) szersze odcinki, na których postanowiłem docisnąć nieco mocniej – tempo ubywania kilometrów było całkiem szybkie w porównaniu do mijającego czasu (więc nawet wyższe tempo dawało rokowania na dojechanie do mety bez zgona), natomiast poprawa pozycji od startu była wątpliwie mała.

Taktyka się opłaciła i zacząłem przesuwać się do przodu. W końcu też – niewiele przed rozjazdem mega/giga dogoniłem Karo startującą z 1. sektora. Niestety, wraz z całą stawką dogoniliśmy też bardzo wolnych miniowców, których wyprzedzanie było sporym utrapieniem na ostatnich 10 kilometrach — to zdecydowanie największy minus tej edycji.

Zajęte miejsce poza pierwszą setką było lekkim rozczarowaniem, choć z drugiej strony, przy tak krótkiej trasie można było pojechać początek mocniej – zwłaszcza podjazd na szczyt góry św. Anny, bo na dalszych, terenowych już podjazdach nie było potem zbyt wielu opcji działania. Mi krótkość trasy nie przeszkadzała (z dokładnością do miniowców) – fajnie czasem pojechać taki szybszy wyścig i na mecie nie być trupem ;).

PS A po wyścigu, korzystając z dobrej aury całkiem uczciwy rozjazd :).

Dodaj komentarz

wymagane
nie będzie widoczny, wymagany
opcjonalnie, razem z http://