MTBM#1 Murowana Goślina
Dane treningu
- 73.00 km
- 03:16:31 h
- 22.3 km/h
- HR avg.: 168 ( 84%)
- Przewyższenie: 595 m
- Kalorie: 2888 kcal
- Aktywność: Wyścigówka AE
- Ćwiczenia: W
Przed samym maratonem zafundowałem sobie bonusową dawkę stresu, gdy 15 min. przed startem zauważyłem brak numeru startowego. Szybki sprint w celu zdobycia kluczyków i dotarcia do auta, dzięki czemu, gdy ogłaszane jest zamknięcie sektorów startowych, udaje mi się w ostatniej chwili wejść (do wywalczonego w zeszłym roku, na jedynym starcie w Krakowie), III sektora. Mimo to do sygnału startu tętno zdążyło spaść do poziomu 116bpm – gdzie się podziało przedstartowe pobudzenie z zeszłych lat?
Początek jedzie mi się ciężko. Znajome koszulki szybko uciekają, a ja czuję, że nie jestem w stanie przyspieszyć. Dość szybko zaczynają się też wąskie ścieżki wzdłuż Warty urozmaicone co jakiś czas pokonaniem stromego zbocza w górę lub dół co powoduje lekkie zagęszczenia. Ogólnie czuję się tutaj trochę przyblokowany, no ale jak nie wywalczyłem po starcie lepszej miejscówki to trzeba się uzbroić w cierpliwość.
Gdy docieramy do szerszych odcinków wszystko jest już mocno porwane, nie ma jakiś wyraźnych grup, choć nieśmiało próbują się utworzyć. Tą część maratonu jedzie mi się dziwnie, w grupie za słabo, a samemu nie mam dość sił aby przeskoczyć do przodu. Do tego jeszcze drobne błędy, typu spadnięty łańcuch podczas redukcji przed nastromieniem czy próba poprawy działania tylnej przerzutki (nie wiedzieć czemu łańcuch na najmniejszej koronce kasety uporczywie skakał nie pozwalając na użycie tego biegu, ale tak to jest, jak się na rowerze na maratonie siedzi dopiero 3-ci raz). Drobiazgi, ale przy wciąż dość gęstej stawce było to po parę miejsc.
W pewnym momencie przyłapałem się na jeździe z (mizernym) tętnem 158. No pięknie – to wygląda, że sobie wycieczkę zrobiłem zamiast się ścigać. Postarałem się podkręcić tempo, ale nadal nie przekładało się to na poprawę pozycji. A patrząc na pokonany dystans i czas jazdy zacząłem słabo widzieć przedstartowe prognozy co do czasu jazdy w okolicach 3h.
W końcu dojechaliśmy w okolice Dziewiczej Góry. Walka z oporami powietrza zastąpiona została walką z grawitacją co było miłą odmianą. I o dziwo zaraz poczułem się lepiej (mimo średniego czasu pod zoo podczas testu) – no chyba, że to inni poczuli się tutaj gorzej
. Aktywna jazda zaczęła przekładać się na poprawę pozycji. Nagle dochodzenie osób przede mną stało się prostsze. I co istotne po wyjeździe z tych lokalnych wzniesień sytuacja ta trwała dalej, choć ten piękny moment zaczęło zaburzać to, że… zrobiłem się głodny! Choć pamiętałem o regularnym jedzeniu i piciu to jednak nieubłaganie zacząłem odczuwać ssanie w żołądku. Prawdopodobnie do większego zużycia energii przyczyniła się niska temperatura (ok. 9°C), wiatr (ok. 6m/s) i deszcz. Szczęśliwie jednak nie zdążyło mnie odciąć przed dojechaniem na metę i na tym ostatnim odcinku nie dałem nawet siąść na koło
.
Patrząc na miejsce na kolejnych międzyczasach i mecie (145, 133, 120) widzę, że początek pojechałem słabiej. Niby u mnie to nic nowego, ale jednak zajęte miejsca, a już zwłaszcza strata do zwycięzcy pozostawiają sporo do życzenia – na płaskim maratonie nigdy jeszcze nie była aż tak duża: 36min! Co do niespełnienia prognozy czasowej i jazdy 3:16, to ogólnie trasa była wolniejsza, bo zwycięzcy też jechali 20 minut dłużej niż rok temu.
Uczucia po maratonie mam mieszane, plan minimum zrealizowany (II. sektor na następną edycję) jednak z wyjątkowo małym zapasem punktów chroniącym przed spadkiem do III, więc obawiam, że może on nastąpić już po pierwszych górach. Mam wrażenie, że nie pojechałem na 100% swoich możliwości, co potwierdza nadwyżka sił w końcówce trasy.
Trasa i wykresy, jak zwykle domyślnie w milach, do tego od jakiegoś czasu z dziwnie wyskalowanym wykresem wysokości.
mandraghora |
Czekałam na tę relację
Odnośnie Garmina i mil - zmień sobie w ustawieniach na metryczne i będą domyślnie km.
Axi |
Dla mnie tak i ja mam dobrze.
Jednak gdy w ćwiczenie wchodzi osoba nie mająca konta na garmin connect lub niezalogowana (w dodatku ta głupia strona potrafi pamiętać logowanie tylko jak się wchodzi przez ich stronę startową, a jak już się wejdzie od razu na czyjeś ćwiczenie to nagle mimo „pamiętania” jest się niezalogowanym) to domyślnie pokazuje w milach. I to mimo, że język potrafi ustawić dobrze!
Ale głupi ci rzymianie… tfu, jankesi, nie potrafią dopasować systemu metrycznego do języka
. Albo dać opcji, aby w linku sugerować z jakim ma się domyślnie pokazać ćwiczenie.