ŚLR#1 Daleszyce

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 37.20 km
  • 01:43:05 h
  • 21.7 km/h
  • HR avg.: 170 ( 85%)
  • Przewyższenie: 601 m
  • Kalorie: 1574 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: W

Na zawody wybrałem się chyba głównie pchany ciekawością czegoś nowego, bo równie dobrze mogłem wybrać odbywające się dzień wcześniej XC w Lasku Wolskim. Tym razem chodziło głównie o danie z siebie więcej niż na zwykłym treningu. W związku z brakiem stricte sportowego celu (jak również utratą towarzysza wyjazdu, który zamiast walki z trasą toczy walkę z zarazkami) miałem lekką chwilę zawahania, gdy o 6:20 zadzwonił budzik. Ostatecznie po kwadransie walki wewnętrznej zwlokłem się spod kołdry. Później, w obawie o zdążenie ze wszystkim na czas, zawracałem głowę mandraghorze o odbiór mojego numeru startowego.

Sam start odbył się punktualnie, pogoda dopisywała – w końcu można było pośmiagać „na krótko”. Niestety na starcie ustawiłem się dość późno (tutaj zaważyły całkiem inne przyczyny), dobrze, że w ostatniej chwili Agata uświadamia mnie o konieczności odbicia się na bramce i już po chwili ruszamy.

Na asfaltowej rozbiegówce systematycznie przebijam się do przodu, dzięki czemu przed wjazdem w las dostrzegam czoło grupy – nie jest najgorzej. Pierwszy podjazd niestety trochę wąski, ale chwilami udaje się jeszcze poprzebijać.

Zaczyna się zjazd i… błocko :o. Nie da się ukryć, że uskoki, koleina i błoto to nie jest „mój teren” i radzę sobie koszmarnie. Przegania mnie dwóch zawodników których z wysiłkiem zostawiłem na podjeździe. Na szczęście wracamy na gruntówki i znów można cisnąć.

Dalej pamiętam podjazd (i zjazd) wykładany kamieniami (nie mylić z kostką!) – pomyśleć, że na wiosennych klasykach po czymś takim jeżdżą na szosówkach! Gdzieś w połowie trasy trafił się stromy podjazd po łące gdzie słońce dość konkretnie dawało, z końcówką w lesie, gdzie niektórzy prowadzili.

Za połową trasy pojawiło się sporo piaszczystych odcinków na których zauważyłem, że trochę zyskuję, co skrzętnie wykorzystałem (może zeszło-tygodniowe piaski Murowanej się przydały ;)). Mijamy też jeden całkiem stromy zjazd (mógłby mój zjazd być bardziej płynny ;)).

Na sam koniec asfalty pod wiatr. Udaje się zerwać 3 osoby, z czwartym chwilę jedziemy razem, ale ostatecznie przed metą jeszcze jeden atak i został – można spokojnie wjechać :).

Podsumowanie tygodnia

Większość treningów poszła zgodnie z planem, ale i tak finalnie wpadł 1,5 godzinny deficyt. Tu i tam parę minut straty, a przede wszystkim rezygnacja z aktywnej regeneracji. W tym tygodniu ma być lepsza pogoda, więc kto wie, może godziny wrócą ;).

Dodaj komentarz

wymagane
nie będzie widoczny, wymagany
opcjonalnie, razem z http://