(Nie)aktywna regeneracja

3 komentarze

Znów to samo – brak jakiekolwiek weny do aktywnej regeneracji. Ale coś było na rzeczy, bo zamiast godzinnej przejażdżki strzeliłem sobie godzinną drzemkę, a wciąż jeszcze czuję się jakiś nieswój :/. A regeneracji było tyle co do pracy i z powrotem.

3 Komentarze (+dodasz swój?)

  1. Dawid |

    Mnie taka nieaktywna regeneracja chyba służy bardziej niż aktywna. Puls mi wraca do normy na drugi dzień wtedy.

  2. spinoza |

    Ja już od jakiegoś czasu kombinuje z tą aktywną regeneracją i w sumie mam takie zdanie jak Dawid, 1-2 dni pasywnej lepiej działa jeśli mam w planach mocny trening. Przy blokach bardziej objętościowych gdzie intensywność jest co najwyżej średnia aktywna regeneracja działa lepiej (subiektywnie). Dużo lepiej wychodzi mi wykonanie AR na trenażerze, można skupić się na swobodnym kręceniu a nie na amortyzowaniu dziur w asfalcie całym ciałem.

  3. Axi |

    U mnie tym razem zupełna niechęć do roweru wynikała – jak się okazało, gdy wieczorem zmierzyłem temperaturę – z innych czynników.

    A na trenażer to by mi więcej zeszło ściągać go z szafy, opony przekładać… nie, nie. Wydaje mi się, że jazda mieszczuchem w tym jednym wypadku może być zaliczona na poczet trenowania ;), a resztę regeneracji zapewnia luz psychiczny.

Dodaj komentarz

wymagane
nie będzie widoczny, wymagany
opcjonalnie, razem z http://