Dookoła kopalni węgla
Dane treningu
- 117.10 km
- 04:10:43 h
- 28.0 km/h
- HR avg.: 139 ( 70%)
- Cad. avg.: 80
- Przewyższenie: 813 m
- Kalorie: 2005 kcal
- Aktywność: Szosówka
- Ćwiczenia: A1 4x5'/5' + E2
Kopalnia węgla w Małopolsce znalazła się po zmianie granic administracyjnych województw. I od jakiegoś czasu miałem ochotę ją „objechać”. Niby nie jest daleko, bo w Libiążu, ale jakoś za wiele długich tras nie jeżdżę i nie było okazji… do dzisiaj
.
Wraz z RB wybraliśmy się na dalszy wyjazd. Robert sugerował nawet przełęcz Kocierską, ale na tak daleką trasę nie czułem się na siłach, a i pogoda nie była zbyt pewna. Suma summarum udało się zrealizować inny cel – co więcej zdobyty po raz pierwszy, a nie powtórkę
.
W planie na dziś poza wyjeżdżeniem godzin były również interwały. Wiedziałem, że będą bolały i niezbyt chętnie się za nie brałem, ale trzeba było. W maju przepadły przez chorobę i wyraźnie odczuwałem ich brak. Tym bardziej, że w sezonie 2011 miałem przerwę. Chciałem ambitnie zrobić 5 sztuk po 5min, ale rzeczywistość okazała się brutalna – dość (bardzo) kiepsko znosiłem kolejne powtórzenia. Prawie 3min z 5min przerwy potrzebowałem na jakie takie dojście do siebie. To też dobrze pokazuje, że brak mi było tego typu treningów. Podczas 4-tego powtórzenia zaczynałem mieć kłopoty z utrzymywaniem założonej intensywności i tym sposobem było to ostatnie wykonane powtórzenie. Jak pamiętam sprzed paru lat, gdy robiłem ten trening, to „wchodził” znacznie lepiej.
Dalej już zwykły tlenik, choć nie będę ukrywał, że interwały – choć to było tylko 20min – czułem praktycznie do końca jazdy. A braki wytrzymałości też wyszły, bo od Krzeszowic, choć wiatr trochę pomagał, to i tak cały czas jechałem za Robertem.