MTBM#1 Murowana Goślina 2013

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 71.20 km
  • 03:07:11 h
  • 22.8 km/h
  • HR avg.: 172 ( 86%)
  • Przewyższenie: 626 m
  • Kalorie: 2522 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: R

Po zawirowaniach z terminem maratonu ostatecznie padło na 1. maja. Pewnie właśnie ze względu na zawirowania z datą (oraz termin w środku majówki) frekwencja w tym roku była jedną z niższych w tej lokalizacji. Z mojego punktu widzenia – osoby walczącej w okolicach 1/3 stawki – było to tylko na plus. Po zeszłorocznym odświeżeniu trasy, dość szybko wjeżdża się na kręte wąskie ścieżki wzdłuż Warty. Choć niewątpliwie malownicze i przyjemne do pokonania, nie sprawdzają się niestety w tłumie. Rok temu, nie ma co ukrywać, było tam dosyć nerwowo; do rękoczynów nie doszło, ale można było się nasłuchać ;). W tym roku przejazd tam był dużo płynniejszy i bez negatywnych emocji wiszących w powietrzu :).

Pierwsza połowa trasy mija w mniejszych lub większych grupkach, w jednej z nich jako jedna z 3 osób nadaję tempo. Szczególnie irytuje gość pchający się tuż za prowadzącego, by po jego zejściu ze zmiany zaraz samemu też się chować – i tak kilka razy! Nie chcesz pracować, to przynajmniej nie przeszkadzaj i jedź z tyłu!

W połowie trasy przejazd przez główną drogą, bufet i tory kolejowe. Tutaj miałem zaplanowane jedyne tankowanie i trzeba było je zrealizować.

Ze względu na mniejszą niż zwykle frekwencję ciężko złapać się w jakiś pociąg w dalszej części trasy. Od 40km współpracuję z jednym gościem i na zmianę dajemy sobie zmiany. Liczyłem na dojechanie z nim do Dziewiczej Góry (pamiętałem, że jest ok.50km), niestety już na 46. km pojawia się charakterystyczne łaskotanie w „mięśniach” objawiające możliwość złapania kurczu (dziwne, zwykle pojawiało się pod koniec trasy, około 65. km). Niezbyt z tego zadowolony muszę więc lekko zwolnić i zwiększyć kadencję. Trochę pomaga też zjedzenie żelka i zapicie.

Na Dziewiczej Górze pierwszy raz w historii startów w Murowanej Goślinie zdarza mi się, że nie atakuję zdobywając kolejne pozycje, a jedynie bronię się, zresztą skutecznie, bo chyba żadnej pozycji tam nie straciłem. W sumie w podobnym tonie mija już cała trasa aż do końca. Ja mam kłopot dojść osobę przede mną, ale osoba za mną mnie też nie dogania :).

Pogoda dopisała – w nocy spadł deszcz, który związał piasek by zbyt nie pylił, ale kałuż nie było. Temperatura z rana trochę rześka (13°C), później delikatnie wzrosła.

Na metę dojechałem na 82. pozycji open i 34. w M2 po 3:07:52 jazdy (8min szybciej niż rok temu) tracąc do zwycięzcy 0:31:08.

Źle nie było: udało się przywieźć 10pkt. sektorowych więcej niż rok temu (417 vs 407) i 333pkt. do klasyfikacji generalnej M2 oraz drużynowej. Nie są to moje rekordowe wyniki, ale zdecydowanie w grupie tych lepszych :). Miło, że na starcie będącym debiutem w KSPO Arrow ECS Racing TEAM udało się zapunktować dla drużyny (choć na ostatnim miejscu ;)).

Reszta teamu zaszalała znacznie bardziej:
- Marcin 1. w M4
- Kasia 1. w M2
- Wojtek (ebola) urwał 23 min! względem zeszłego roku (i wsadził mi 11min)
Gratulacje :).

Dodaj komentarz

wymagane
nie będzie widoczny, wymagany
opcjonalnie, razem z http://