Odmulanie
Dane treningu
- 74.26 km
- 02:51:31 h
- 26.0 km/h
- HR avg.: 140 ( 70%)
- Cad. avg.: 81
- Przewyższenie: 629 m
- Kalorie: 1492 kcal
- Aktywność: Szosówka
- Ćwiczenia: E2+, P1 3x5
Trochę mi wszedł ostatni tydzień w nogi, nie powiem, że nie. Wczoraj miała być przejażdżka rozruchowa, jednak żywcem nie było kiedy. Dzisiejszy start nie był przez to zbyt przyjemny. I to podwójnie, ale po kolei.
Wstaję sobie rano z zamiarem pójścia na trening przed popołudniową burzą i coś mi tak za ciemno jak na piękny słoneczny poranek. Wyglądam za okno i – lipa – kto widział mgłę o poranku w maju?! To nie pora roku na mgły u diaska. Nie był to bynajmniej figiel spłatany przez zaspane oczy — soczysta zieleń drzew została stłamszona przez szarą, chłodną i wilgotną masę mgły. Obróciłem się dospać drugi bok
(czyt. sprawdziłem jak długo ma się utrzymać) i wyraźnie spóźniony (względem własnych planów) pognałem na trening.
W zasadzie to poczłapałem. Rower w ogóle nie chciał jechać. A może to moje nogi nie chciały? Istny dramat. Kadencja bez pilnowania spada gdzieś w okolice 70, tętno na 130. Toż to nie jest jazda.
Wziąłem się za realizację zaplanowanych na wczoraj krótkich przyspieszeń. Po skończeniu pierwszej serii, mgła zaczęła się podnosić, a ja się przetkałem i można było normalniej jechać.
Dalej już nic specjalnego się nie działo. Prędkość nie chciała wzrosnąć przy trzymaniu tętna w okolicach tlenu, ale to standard; zrobiłem pozostałe dwie serie przyspieszeń i to by było na tyle.
Dawid |
Nie minąłeś się z powołaniem? Poetą powinieneś zostać chyba