JEB, trzeba było też pojechać do Calpe...

3 komentarze

Dane treningu

  • 50.31 km
  • 02:10:32 h
  • 23.1 km/h
  • HR avg.: 130 ( 65%)
  • Przewyższenie: 207 m
  • Kalorie: 1026 kcal
  • Aktywność: Zimówka
  • Ćwiczenia: M1- 25'

Niestety, stało się. Przywaliłem o asfalt. Zdecydowanie najsolidniejsza gleba w mojej dotychczasowej kolarskiej przygodzie. I to gdzie. Na zakręcie pokonywanym dziesiątki, jak nie setki razy. Na asfalcie na góralu. 1,5km od domu. Musiało być za szybko do panujących warunków (mimo, że raczej spokojnie), i choć było na plusie, to mżawka + krakowski syf poskutkowały warstewką błota śliską jak lód… ale po kolei.

Wziąłem się dziś, na przełożoną z wczoraj tempówkę. Nie wiem, czy ze względu, że zapomniałem napić się kawy przed wyjazdem, czy ze zmęczenia połową 3-ciego tygodnia treningowego, ale tętno w ogóle nie chciało się kręcić. Choć czułem się znacznie lepiej niż wczoraj. Jak jednak wiadomo, tętno to nie wszystko, więc starajac się oprzeć na odczuciach, zrobiłem tempówkę na miarę swoich aktualnych możliwości (25min) i spokojnie wracałem sobie do domu z fajnymi planami zarówno na wieczór jak i najbliższy weekend.

Wszystko niestety rozpadło się jak domek z kart, gdy w zakręcie uciekło mi przednie koło. Ciekaw jestem, czy bardziej wypoczęty albo po wspomnianej na początku wpisu „brakującej” kawie miałbym więcej releksu (czy i było to zbyt szybko), ale nie zdążyłem się podeprzeć na rękach i lądowanie odbyło się na twarzy :/. Skasowałem kask, rozwaliłem brodę (na 5 szwów) oraz skórciłem obie górne jedynki (owszem, może były lekko przydługawe, ale mimo wszystko AŻ TAK, żeby je skracać to mi nie przeszkadzały…).

Okres regeneracyjny przyjdzie więcej niestety wcześniej niż było w planie. A siekacze na razie musi zastąpić nóż i krojenie kanapek ;). Ale jak mnie pocieszył Robert, teraz śmiało mogę mówić, że na kolarstwie zjadłem zęby.

3 Komentarze (+dodasz swój?)

  1. Furman |

    A ja wypieprzyłem dzisiaj. W tym samym miejscu co kiedyś Pocio się połamał, zaraz za mostem Dębnickie. Wracałem sobie, myślę, sucho jest, wejdę w zakręt ostrzej. No i nie doszacowałem, że sucho to jest ale piasku sporo jeszcze leży. No i bęc. Na szczęście nic się nie stało. No dziura w bluzie na łokciu i obtarta noga ale to się nie liczy :)

  2. spinoza |

    To widzę że Panowie ostro formę szlifują ;)

  3. mandraghora |

    tak to kurde już bywa, złośliwość losu... człowiek przejedzie 10 tys. km i wywali się pod domem. :( Dobrze że się już zbierasz :)

Dodaj komentarz

wymagane
nie będzie widoczny, wymagany
opcjonalnie, razem z http://