U#10 "Stare" Stronie… z przygodami
Dane treningu
- 52.00 km
- 03:44:11 h
- 13.9 km/h
- HR avg.: 135 ( 68%)
- Przewyższenie: 1921 m
- Kalorie: 1922 kcal
- Aktywność: Wyścigówka
- Ćwiczenia: W
Za dwa tygodnie w Stroniu kolejny MTB Marathon z nową trasę, ale my wybieramy wariant sprzed dwóch lat, która biegł przez Międzygórze, skąd go zaczynamy.
Na przemian szlakiem i nieznakowanymi drogami objeżdżającymi co trudniejsze odcinki zdobywamy wysokość, by przekroczyć wpierw 1000, a następnie 1100m n.p.m. i znaleźć się na Przełęczy Śnieżnickiej. Tu odbijamy z trasy maratonu, by zdobyć szczyt Śnieżnika. Droga do schroniska i kawałek za nim idzie jeszcze dobrze, ale później robią się schody. A dokładniej to kamienie. Dużo, dużych luźnych kamieni. Gdyby nie to, że do szczytu jest naprawdę niedaleko, to pozostał by przez nas niezdobyty.
Śnieżnik (1425m n.p.m.)
Choć po wieży widokowej pozostały tylko ruiny (podobno planowana jest odbudowa) to i tak jest co podziwiać. Panorama rozpościera się praktycznie z każdej strony i w pełni odpłaca nam trudy wypchania tu rowerów.
Ze zjazdem, mimo początkowych obaw, idzie znacznie lepiej niż było pod górę. Gdyby nie „cykor” i dość duża ilość turystów można by się jeszcze dużo poprawić.
Jak na ironię, już po pokonaniu trudniejszej części, na zwykłej szutrowej drodze biegnącej od schroniska do przełęczy rozcięciu ulega tylna opona w rowerze Karoliny. Zakładamy więc dętkę (na pocieszenie zostaje, że i tak z końcem sezonu opona miała odejść na emeryturę).
Zjazdy do Kamienicy
Po powrocie na przełęcz nadal jesteśmy w najwyższym punkcie trasy maratonu, pora więc na wytracenie wysokości. Długi zjazd wyłożoną kamieniami drogą dobrze pamiętałem z maratonów. Myślałem sobie wtedy, że jakakolwiek niedokręcona śrubka po tym zjeździe z pewnością nie będzie już częścią roweru
. Poza uporczywym telepaniem zjazd nie nastręczał jakichkolwiek trudności technicznych. A tu niespodziewanie w połowie zjazdu coś mi huknęło pod tylnym kołem, które poderwało się nad ziemię i próbowało mnie wyprzedzić lecąc pod kątem 45° zamiast w osi roweru.
Szybko schamowałem się nie chcąc ryzykować jazdy na flaku po takim podłożu. Okazało się, że powietrze jest na swoim miejscu. Lekko skonfundowany pojechałem dalej nieco wolniej, po drodze mając przez chwilę dziwne wrażenie odnośnie nie-przyczepności tylnego koła na kamienistym podłożu.
W Kamienicy zjechaliśmy na chwilę na asfalt, gdzie Karolina zwróciła mi uwagę, że tylne koło nie chodzi mi prosto. Tak w zasadzie, to ledwo mieściło się w ramie! To stąd był ten huk i dziwna przyczepność. Próbuję na szybko uzyskać choć lekką poprawę kręcąc nyplami, ale nie daje to żadnego efektu. Kontynuujemy więc wycieczkę, a na zjazdach staram się nie obciążać zbyt tylnego koła.
Przełęcz Sucha (1002m n.p.m.)
Podjazd na tą przełęcz zapamiętałem z zawodów jako wyjątkowo uciążliwy. Niby jest to dość równo (choć raczej stromo) nachylona, szeroka droga. Na maratonie niebywale przeszkadzało mi jednak jej nierówne podłoże, które potęgowało ból w zmęczonych plecach. Jadąc dziś spokojnie noga za nogą, nie był on tak zły, ale nadal całkiem długi.
Z Przełęczy Suchej na martonie do mety był już tylko długi, łatwy i szybki zjazd do Stronia. My też nim zjeżdżamy (choć nie aż tak szybko) a w Stroniu robimy napad na sklep i uzupełniamy płyny oraz kalorie: napojami z puszki i lodami. Niestety tym razem to nie nasza meta i czeka nas jeszcze podjazd, który rozpoczynał maraton. Dodać trzeba, że jak na pierwszy podjazd wyjątkowo stromy i techniczny: zielonym szlakiem ze Stronia na Przełęcz Pod Chłopkiem.
Wykańczanie
Zdobywanie wysokości idzie nam jak krew z nosa, ledwo powłóczymy korbami. Do tego jakakolwiek próba zatrzymania się kończy skutkuje atakiem wielgachnych gryzących robali. Za przełęczą szlak leci grzebietem, nie jest już tak stromo, choć dalej sporo do góry. Mijamy dwa wzniesienia i zjeżdżamy na Przełęcz Puchaczówka (obok ośrodka narciarskiego Czarna Góra). Za nią przesiadamy się na niebieski szlak, który ma już przyjaźniejszy przebieg – przeważa płasko i w końcu w dół. Na powrót jesteśmy w Międzygórzu, tyle, że 6h jazdy i przygód później. Wycieczka skończona, a my wykończeni.
