Uwzięło się z tym śniegiem – niemal codziennie człowieku bierz i odśnieżaj auto. Bzika już z tym można dostać. Na drogach też sporo tego syfu leży, co jazdy na rowerze nie ułatwia.
Dla bezpieczeństwa wybrałem się dziś bocznymi ulicami i polnymi drogami. Ledwo zahaczyłem też o las zabierzowski, a już ze względu na zabójcze tempo jazdy (bo nuda też może być zabójcza) musiałem w podskokach wracać z powrotem (pod śniegiem nie było widać, gdzie jest równo).
Wszyscy dziś nagle stwierdzili, że bieganie jest fajniejsze. A mi się biegać nie chciało, więc pokręciłem sam.
Spodziewałem się „polskiej trójpasmówki”, ale tak dobrze nie było. Od Mnikowa cała droga pod śniegiem; po podjeździe w Czułowie, zjazd przez Rybną do głównej szosy to zdecydowanie nic przyjemnego. Zresztą powrót pod wiatr przy -5°C również.
Ale po jeździe już w ciepłym domku humor lepszy . Gorzej, że kolejny weekend ma być jeszcze zimniejszy .
To nie był najbardziej udany tydzień. Najpierw brak czasu, a potem problemy ze zdrowiem. Czwartek jeszcze jakoś w pracy przetrwałem, ale wczoraj już nie dałem rady i pół dnia się wygrzewałem (czyt. przespałem).
Długo się łamałem, czy brać się już za jakiś ruch, czy nie. Ostatecznie postanowiłem delikatnie spróbować. Dzięki ostrzeżeniu przez furmana o panujących warunkach zmieniłem plany przestrzenne trasy, nadal jednak trzymając się około godziny jazdy. Nawet nieźle się jechało i dołożyłem parę minut. Warunki jednak koszmarne, a przez długie wahanie jeszcze mnie noc złapała.
Prognozy jasno wskazywały, że będzie padać. Niestety wczoraj wieczorem czas mi umknął sam nie wiem kiedy i z rana odsypiałem. Jak zacząłem się zbierać, to zaczęło sypać. Trochę ostudziło to we mnie zapał do treningu. W końcu jednak stwierdziłem „bujaj się zimo” i pojechałem. Strasznie ślisko było ale po za tym w porządku.
Udało się zgadać na wspólne kręcenie. Nawet nie było źle, wiatr przeszkadzał w pierwszą stronę, ale potem całkiem fajnie pchał. Jedyny niefart, że niedokończony fragment ścieżki na bulwarze, tym razem okazał się oblepiającym bagnem, choć ostatnie dwa razy pokonałem go ledwo wilgotnym kołem.
A Miki jak cisnął pod górę, tak ciśnie .
Coś ostatnio jazda w kratkę wychodzi. Wczoraj biała – pusto, dziś aż czarno od jazdy, a jutro znów będzie biała.
Skuszony temperaturą i suchą drogą wybrałem się na szosówkę. Źle nie było, choć w zacienionych miejscach można było trafić na resztki lodu. Trochę się przeliczyłem z trasą i dopadł mnie zmrok na trasie, a jeszcze na dodatek złapałem gumę. Ale wyjeździłem się aż za bardzo.
To nie był najszczęśliwszy dzień i mimo ładnej pogody zupełnie nie miałem głowy do jazdy.
Ale w związku z imieninami Sylwestra można pokusić się o małe podsumowanie statystyczne treningów w minionym roku. W sumie nie było źle, w ramach różnych sportów (głównie rower, ale też troszkę biegu, rolek i basenu) pokonałem 8430km. Zarejestrowane aktywności wszelakie (tzn. jw. + gimnastyka i sauna – czas w środku) zaabsorbowały 416h – średnio 1h8min dziennie przez cały rok. Nazbierało się 83,6km w pionie.
W mojej ocenie to naprawdę dobry wynik, po roku przerwy, normalnie pracując przemierzyłem tyle, ile miałem w każdym roku z 3 końcowych lat studiów. Pewnie, że wiele osób, jeszcze mając rodzinę przekracza i 10tys., ale nie ma co wybrzydzać . Zwłaszcza, że dobrych parę razy plany pokrzyżowały choróbska.
Choć różnice między najlepszym a najgorszym miesiącem małe nie są to i tak zadziwiająco równo wypadł ten rok, bo przy takim przebiegu zwykle miałem jakiś miesiąc z 1000+km i/lub z 50+h, zaś w tym roku takich nie było:
Niestety, w sobotę zero. Zaatakował mnie ból głowy idący w stronę migrenowego i walczyłem z nim do zachodu słońca. A jak już doszedłem do siebie, to zająłem się innymi sprawami i nie chciało mi się kręcić na rolce.
Korzystając z pogody trochę to sobie dziś odbiłem, bo dodatnia temperatura i piękne słońce aż zachęcały do jazdy.
Halny przywiał +7°C. Gdy właśnie miałem się zbierać na rower zaczęło kapać. Chwilę poczekałem, przestało, ale jakoś przeszła mi ochota na jeżdżenie.
Planowałem też nie zaniedbywać biegania do końca zimy w razie W (czyt. dużych mrozów), a wczoraj wybitnie nie chciało mi się iść, więc dziś to nadrobiłem.
Większość trasy po asfalcie; może to i lepiej, bo w terenie koszmarne błoto, a miejscami jeszcze trochę lodu.