Kolejna tej jesieni intensywna wycieczka w Beskidzie Małym, choć tym razem na szosówkach. Razem z MT i RB wykorzystaliśmy dzisiejsze ocieplenie i śmignęliśmy przez przeł. Kocierską, wyspindraliśmy się na górę Żar by na koniec przejechać przez przeł.Przegibek (z Porąbki przez Wielką Puszczę).
Marek zdawał się ignorować wiatr, a mi zostało walczyć o utrzymanie się na kole (za RB wypowiadać się nie będę, bo nie wiem czy on walczył, czy jechał sobie tlenik).
Podjazdy jakoś stromsze niż w sezonie, ale warto było. Piękne kolory jesieni, zwłaszcza widok na zbocza doliny porośnięte lasem w jesiennych barwach, ze szczególnie podkreślonymi przez słońce zżółkłymi liśćmi podczas podjazdu na Kocierz , widoki na ośnieżoną Babią z okolic Żywca i ogólnie piękne, choć sztuczne (przecięte zaporami) krajobrazy powinny naładować akumulatory rowerowego entuzjazmu przed nadchodzącą zimą.
Zgodnie z zapowiedziami bardzo dobry dzień, by nakręcić jeszcze trochę km przed zimą . Na zaproponowany na forum wyjazd skusiło się nawet trochę osób, pod smokiem zastałem furmana, pocia, bulego, schwepsa, pepego oraz szbikera. Udało się w zasadzie w pełni zrealizować zaplanowaną trasę.
Początek do Ojcowa to klasyka czerwonym pieszym szlakiem. Tam trafiamy na erniego z grzegorzem i jeszcze jednym kolegą. Większym gronem przemierzamy dol. Sąspowską, za którą z jazdy rezygnuje pocio, a my testujemy objazd asfaltu polną drogą.
Po przekroczeniu szosy olkuskiej buli stwierdza, że pora wracać do rodziny. My zaś przez Łazy wyjeżdżamy nad Szklarami i zjeżdżamy do dol.Będkowskiej. Tu erni & co. stwierdzają, że spieszą się do Krakowa, a my podjazdem przez Czarcie Wrota wyjeżdżamy do Będkowic. Stąd kolejno zielonym szlakiem rowerowym, czerwonym szlakiem rowerowym oraz żółtym szlakiem pieszym docieramy do ostatniego punktu programu: dol.Bolechowickiej. Następnie ulicą turystyczną i niebieskim szlakiem rowerowym do Zabierzowa, skąd już asfaltem do centrum.
Jak furman w Zabierzowie wrzucił blat i ośkę, to ciężko było się utrzymać na kole! ale za to kapkę szybciej wróciliśmy .
Ogólnie bardzo udana jesienna wycieczka. Wykresy z Garmina.
Lekka przerwa wymuszona okolicznościami, ale wracamy do gry . Wyraźnie brakowało lekkości kroku, ale mimo to dobrze było się ruszyć ! Mam nadzieję, że RB z którym byłem nie ma mi zbyt za złe spowalniania tempa.
Wiatr mniejszy, słońca więcej i całkiem ciepło jak na listopad (15°C). Mimo to jechało mi się jakoś ciężko. Czy to kwestia gwałtownego skoku temperatury czy ilości godzin aktywności fizycznej w tym tygodniu nie wiem. Ale dobrze było się ruszyć.
Chyba halny, bo pomimo sporego wiatru było dosyć ciepło. Niestety nie zdążyłem się zebrać gdy przez chmury przeświecało słońce i gdy wyjeżdżałem niebo zasnute już było stalową zasłoną chmur. Do tego prognozy straszyły możliwym deszczem co poskutkowało wybraniem takiego a nie innego roweru.
Zaplanowany czas jazdy zrealizowany co do minuty .
Niby temperatura na plusie, ale wilgoć jakaś taka, że nie chciało mi się na rower wsiadać. Namówiłem więc siostrę na połażenie po lesie. Mam nadzieję, że jutro będzie mogła się ruszać bo jednak trochę wyszło, choć raczej spokojnie… albo i nie tak całkiem patrząc na średnie tętno. Nie wiem skąd takie wysokie wyskoczyło?! Może po przerwie, bo od weeknendu nie mogłem się wybrać.
Jak można wyczytać na wszystkich ścianach w tym roku Buka1 przespacerowała się po okolicy zdecydowanie wcześniej niż w ostatnich latach. Po odnalezieniu elementów zimowej garderoby i zebraniem dostatecznej ilości motywacji do walki z chłodem wybrałem się ot-taką tam przejażdżkę po okolicy, nic specjalnego. Na dalsze eskapady jednak trochę chłodno.
PS Brakującą literką w tytule jest oczywiście „B”
(oryg. szw. Mårran, ang. the Groke) postać autorstwa Tove Jansson, pojawia się w cyklu książek o Muminkach ↩
Kawałeczek po kawałeczku od samego rana. Zresztą każdy chyba okna w domu ma, to wie jak jest (a jakby nie, to jest już wieczór, więc można było sprawdzić we wpisach znajomych na fb ).
„Korzystając” z tych warunków nie zostało nic innego jak wybrać się ponownie na spacer po lesie.
Pogoda nadal rozpieszcza, więc dziś dla odmiany szosowa wycieczka wzdłuż dolinek z MT.
Poczułem ten dość intensywny weekend po dłuższej przerwie zastoju, ale warto było! Zwłaszcza, że już wkrótce ma przyjść syf i gnój, a za tydzień jeszcze zmiana czasu i najgorsze kolarskie 5 mies. .
Przeziębienie nie pożegnało się ze mną definitywnie, ale na szczęście przeszkadzało znacznie mniej niż tydzień temu. Piękna pogoda kusiła na jakiś dalszy wypad, ale nie mając pewności na co mogę sobie pozwolić skorzystałem z opcji podkrakowskiej wycieczki z Magdą. Nie mieliśmy jakoś do końca pomysłu gdzie pojechać i tak sukcesywnie po kawałku przemieszczaliśmy się przed siebie. Po drodze, dzięki upchnięciu mapy do kieszonki bluzy, udało się też zwiedzić nie pokonywany nigdy odcinek czerwonego szlaku za rez. Zimny Dół w stronę Czułówka.
Udana jesienna wycieczka . Dane z Garmina.