Pokręcić
Dane treningu
- 40.40 km
- 01:37:54 h
- 24.8 km/h
- HR avg.: 142 ( 71%)
- Przewyższenie: 158 m
- Kalorie: 959 kcal
- Aktywność: Zimówka
- Ćwiczenia: E2
Taka tam przejażdżka.
Taka tam przejażdżka.
Z racji że Miki dopiero zaczyna truchtanie, to wyszła raczej lekka przebieżka, ale tak czy siak fajnie było się ruszyć
.
Planowałem na Łączany uderzyć, ale ponoć co za dużo to nie zdrowo i zmieniłem cel na bliższy: Czernichów. Wraz z Dawidem pokręciliśmy bez pośpiechu, niby po dłuższej przerwie od roweru, ale całkiem sprawnie kręci. Miałem małą przewagę sprzętową jadąc szosówką (Dawid przesiadł się już na zimówkę), ale przypuszczam, że tylko taką i jak też się przesiądę na zimówkę to nie będzie zmiłuj.
Dane z Garmina.
Kombinowałem coś, żeby odpocząć od krakowskiego smogu, a że pogoda jak na końcówkę listopada zupełnie dobra, to udało się wraz z RB zrealizować wycieczkę na przełęcz Wierzbanowską z rozszerzeniem o przełęcz Gruszowiec (DK28) i nie nazwaną przełęcz za Jurkowem (przez Wilczyce i Łętowe).
Okazuje się że dojazd do Wiśniowej z Myślenic, jest trochę bardziej górzysty niż z Dobczyc, ale na wykresie wysokości i tak wzniesienia te wyglądają jak zmarszczki, w porównaniu z dwuskładnikowym daniem głównym
.
Dane z Garmina.
Ponownie im wyżej tym większa mgła, ale okazuje się, że są też tego plusy – koniec listopada, ranek, a na termometrze 7°C (aż sprawdziłem dwa razy czy jeszcze nie śpię).
Z tej okacji trochę dłuższą pętelkę zrobiłem, tak się dobrze jechało
. Nie wspominając o zostawieniu zimowej kurtki i ochraniaczy na buty w domu.
Nie znalazłem wczoraj towarzystwa na wieczorne bieganie, a też jakoś wyjątkowo głodny byłem, więc zjazdłem kolację i pobiegałem tylko kursorem po ekranie. Za to dziś zamiast laby trzeba było się zebrać coś poruszać.
Nie chciało mi się tak zasuwać jak ostatnio, więc tym razem tlenik (z małym 6-minutowym wyjątkiem na tempo).
Rano przejrzystość powietrza była – jak mawia RB – rewelacyjna gdyż widać było budynki po drugiej stronie ulicy. Mimo wszystko generalnie znów nad miastem wisiała mgła, tyle że trochę rzadsza. Próbowałem wyjechać gdzieś wyżej by wyjrzeć ponad nią, ale nie było to jednak wystarczająco wysoko, bo mgła tylko zgęstniała.
W terenie już niestety coraz więcej błota, mimo wszystko łatwiejszymi ścieżkami udało się całkiem przyjemną wycieczkę zrobić. Zgodnie z planem ruszyliśmy z RB gdy słońce zaczęło przebijać się przez mgłę i towarzyszyło nam ono przez większość wycieczki. Nawet całkiem ciepło się zrobiło.
Koszmar z tymi mgłami. Nawet koło południa nie raczyły się nic podnieść, choć wcześniejsze dwa dni w pracy słońce coś tam przeświecało przez chwilkę (no ale po co by w weekend miało być ładnie). Nie wiem, czy to rozsądne było wybierać się na taki syf (jeszcze uwzględniając do tego jakość powietrza – normy przekroczone 4x-10x), no ale mimo wszystko się wybrałem. Wróciłem z mieszanymi uczuciami…
Tym razem po płaskim, ale za to cały dystans biegiem (pod warunkiem, że ktoś nie jest zwolennikiem, że bieganie zaczyna się przy tempie lepszym jak 4min/km).
Może jeszcze nie do końca bieg, ale już całkiem sporo truchtu.
A na jednym (i jedynym) przyspieszeniu pod górę „dokręciłem” się do HR190.
Zwykła przejażdżka. Wczoraj trochę odcięty się czułem, ale dziś tętno nie miało żadnych oporów i na byle hopce leciało do góry.