MTBM#10 Rabka-Zdrój
Dane treningu
- 42.00 km
- 03:55:17 h
- 10.7 km/h
- HR avg.: 171 ( 86%)
- Przewyższenie: 1445 m
- Kalorie: 4505 kcal
- Aktywność: Wyścigówka AE
- Ćwiczenia: R
Najlepiej odczucia z jazdy na tym maratonie zawrzeć mogę w słowach — dziwnie mi się jechało.
Wpływ na to miał szereg czynników. Z jednej strony nogi dawały radę. Z drugiej niestety brakowało oddechu. Tętno dochodziło do jakiś kosmicznych wartości na podjazdach i koniec jazdy. Jak na górski maraton, do tego w błocie, to uzyskałem dość wysokie średnie tętno. Równocześnie zanotowałem tegoroczny HRmax – 195bpm. Na wielu maratonach dobrze było jak pojawiało się 188-190. A tutaj pod 186 to na co trzecim podjeździe byłem
. To z pewnością wpływ niemal miesięcznej przerwy (w tym czasie na rowerze byłem tylko 3 razy).
Inna sprawa, że wiedząc co (nie)robiłem ostatnio, nie nastawiałem się na nic poza przejechaniem. Jechałem sobie na luzie. Nie znaczy to, że powoli (no, względem tętna powoli, ale na to nic poradzić nie mogłem). Miałem okazję spotkać się na trasie z wieloma osobami, koło których zwykle nie jeżdżę. Tradycyjnie już lepiej czułem się w drugiej części trasy, nawet uciekłem paru znajomym. Wg międzyczasów awans o ~20 miejsc – nieźle
. Oczywiście miejsce na mecie i strata czasowa spore — okolice połowy stawki (szczegóły w wyniki). Ale mimo błota nawet mi się podobało. Czy to urok Gorców (choć skąpanych we mgle) czy też głód startów? Niefajnie zrobiło się dopiero w domu, jak trzeba było wypłukać błoto z butów i ciuchów
.