MTBCross#1 Daleszyce

Dodaj komentarz

Dane treningu 1

  • 43.70 km
  • 02:26:23 h
  • 17.9 km/h
  • HR avg.: 164 ( 82%)
  • Przewyższenie: 828 m
  • Kalorie: 1851 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: R

Dane treningu 2

  • 7.44 km
  • 00:22:06 h
  • 20.2 km/h
  • HR avg.: 134 ( 67%)
  • Przewyższenie: 76 m
  • Kalorie: 222 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: E1

Zgodnie z prognozami od rana zimno, a w ostatnich minutach przed startem zaczyna padać deszcz. Mam lekkie obawy o grubość założonych ciuchów – wiem że sprawdzą się w tej temperaturze na sucho, może w lekkiej mżawce, jeśli jednak opad przybierze na sile, to może być kiepsko…

Sam początek maratonu to przejazd po wilgotnych już asfaltach. Idzie mi tutaj bardzo słabo (wciąż trauma po paskudnej glebie z lutego 2014). Po wjeździe w teren sukcesywnie przyspieszam i wyprzedzam nieco marudzące mini-pociągi. Jednocześnie staram się pilnować tętna i gdy wędruje zbyt wysoko uspokajam jazdę. Ilość wyprzedzanych osób dość szybko maleje, co oznacza że ląduję na swoim miejscu w stawce – mniej więcej ;).

Aż do końca maratonu cały czas (tylko już na znacznie mniejszą skalę) doganiam i wyprzedzam. Fajnie, bo w takich zimnych warunkach zdarzało się w przeszłości złapać zgona, a dziś nawet w dalszej części trasy możliwe było wkręcenie się na wyższe tętno. Lekki kryzys złapał mnie po jakiś 80min jazdy, ale w przeciągu kolejnych 20min udało się go przezwyciężyć. O dziwo tylko jedna osoba siadła mi na koło w czasie wyprzedzenia – Łukasz „schwepes” – i nie odpuścił praktycznie aż do samej mety; reszta wyprzedzanych jakoś nie miała w sobie dość woli walki ;).

Wynik. Nie wiem jak oceniać zajęte miejsce – na moim poziomie to w sumie w dużej mierze zależy od frekwencji. Łatwiej powiedzieć o procentowej stracie – mimo pagórkowatego charakteru maratonu, pozbawionego elementu jazdy w grupach, jest na poziomie maratonów z np. Murowanej Gośliny. Owszem, było krócej, ale też znacznie zimniej. Myślę że to pozytywny prognostyk na kolejne starty :).

Zawody kończyłem na tak zakwaszonych nogach, że po minięciu linii mety skoczyłem do auta po pelerynkę i chyba pierwszy raz w życiu zrobiłem po maratonie rozjazd – ciekawe czy i jak wpłynie to na regenerację.

Dodaj komentarz

wymagane
nie będzie widoczny, wymagany
opcjonalnie, razem z http://