Jakbym dziś napisał, że w 5:10 podjechałem pod Zoo, to raczej i tak nikt by nie uwierzył, więc sobie odpuszczę. Odwiedziliśmy dziś z Madzią Niepołomice. Starałem się w miarę trzymać w tlenie, choć warunki nie zawsze na to pozwalały.
Jadąc w stronę Woli Justowskiej w kroplach mżawki byłem już przekonany, że tytułem dzisiejszego wpisu będą „Interwały w deszczu”. Szczęśliwie jednak chmury na chwilę jeszcze się powstrzymały i kolejne krople spadły na mnie dopiero pod domem.
Dziś poszło 5 podjazdów pod zoo, ale bez szaleństw, więc żadnych rekordów nie ma .
I po marcu
Wczoraj odpuściłem sobie ostatnie 0.5h treningu i wychodzi, że z grubsza tyle brakło mi do okrągłego tysiąca w marcu — zakończyłem go wynikiem 988km w ciągu 45h.
Wycieczka terenowa z Madzią do Rudna. Udało się pokonać prawie suchym kołem. Mógłbym dodać, gdzie jest sucho, a gdzie nie, ale i tak najbliższe dni mają być deszczowe.
Przyszła pora wybrać się na podjazd pod krakowskie ZOO. Na dobry początek dziś 4× go machnąłem. Jeden z podjazdów pojechałem na czas i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony uzyskanym wynikiem, choć jednocześnie nie do końca zorientowany co jest grane. Z jednej strony podczas ćwiczeń wytrzymałości i tempa wychodzą mi śmiesznie niskie prędkości średnie, a z drugiej w marcu podjeżdżam pod ZOO w 6:04, czyli szybciej niż np. w całym 2008 roku . W czasie podjazdu dało się odczuć, że tętno jeszcze trochę zaspane po zimie jest i nie chciało się za wysoko kręcić, ale na górze i tak zgona zaliczyłem .
Dziś się lenię, a najbliższy trening dopiero we wtorek i bardzo dobrze mi z tą myślą .
Podsumowanie tygodnia
W planie było 5 krótkich treningów, ale jakoś się tak posklejały, że wystarczyły 3 wyjazdy do realizacji zaplanowanych na ten tydzień godzin. Dzięki temu do odpoczynku fizycznego związanego z mniejszą liczbą godzin dołączył psychiczny od roweru .
W ciągu dwóch dni z zimy zrobiła się ciepła wiosna. Trochę zaskoczyła, ale narzekać nie będę… no może trochę, że aż tak długo trzeba było na to czekać. Jeździ się od razu lepiej . Korzystając z tego wybraliśmy się z Madzią na południe – do Myślenic. Jak co zimę pagórki (które trzeba pokonać po drodze) uległy wypiętrzeniu w ruchach górotwórczych, ale z kolejnymi miesiącami powinny trochę zerodować i się obniżyć .
Nie mogłem się powstrzymać i wjechałem w teren. Już kilka obrotów korbą dalej opony „przytyły” na ile tylko pozwalały im błotniki, a po kilku kolejnych łańcuch pojękiwał w kilku nowych tonach. Po niespełna 6km takich błotnych zabaw odpuściłem sobie i wróciłem na asfalt.