Nie całkiem zablokowane, bo rozsądniejsze było korzystanie z dwóch sąsiednich przełożeń. Nawet fajnie się dziś kręciło (pewnie po wczorajszym wolnym dniu).
Po wczorajszym wymarznięciu ani myślałem wystawiać dziś nos na pole. Mimo, że kroiło się dłuższe kręcenie, to stwierdziłem, że dam radę. I dałem. Muszę przyznać, że już powyżej 2h zaczęło być ciężko. Nawet nie chodziło o sam fakt siedzenia na trenażerze, tylko zwyczajnie, fizycznie, byłem już zmęczony.
Pamiętałem, że rekord czasowy jazdy na trenażerze miałem 2,5h, ale nie spodziewałem się, że było to 3 lata temu. Dokładnie 3!: 7.02.2007 kręciłem tak samo długo.
Podsumowanie tygodnia
Ten tydzień był… dziwny. W skrócie: 2 wolne dni, dużo tlenówek, trening techniki zamiast kadencji. Muszę przyznać, że w końcówce tygodnia odczuwałem już zmęczenie, ale jak się leniło na początku tygodnia, to nie było potem zmiłuj się. Realizacja planu 101% .
Dziś ja sprawdzałem formę Mikiego . Twierdził, że jest dętka, a jedynie chwilami po płaskim lekko odstawał. Może i jeżdżąc tylko po mieście, jakoś specjalnie nie trenował, ale jednak coś tam mu to dało. A pod górę i tak był ode mnie szybszy… Jak on to robi?!
Warunki dziś były dramatyczne. W pierwszą stronę jechało się fajnie, ale w pewnym momencie stwierdziłem, że coś za fajnie. Na pytanie jak szybko jedziemy, Miki mówi mi, że prawie 30km/h. W tym momencie stało się oczywiste, że pcha nas mocny wiatr. Szybciej niż to było planowane zawróciliśmy w stronę Krakowa. Po zmianie kierunku jazdy od razu stanęliśmy twarzą w twarz ze ścianą lodowatego wiatru. Powoli się przez nią przebijając, coraz dobitniej dawał się odczuć dyskomfort dłoni i twarzy, ale jakoś udało się doczłapać do domu, choć z trochę krótszym czasem treningu niż początkowo zakładany.
Dawid dziś sprawdzał, czy robię jakieś postępy treningowe . Miał w planie regenerację, ale z racji, że czuł się dobrze, to zaakceptował dolne granice strefy w tlenowej, w której jechał, podczas gdy ja znajdowałem się w górnych obszarach swojej. Słoneczko zaczyna miło przygrzewać, ale niestety dalsze prognozy wciąż są bezlitosne...
Dziś udało się zrealizować wczorajsze plany. Słoneczna pogoda aż sama
zapraszała do jazdy. Na ulicach co prawda było trochę mokro, ale uciekłem
w teren poćwiczyć technikę i było wesoło. (Pa)Górki zrobiły się
tak strome, że ledwo dało się na nie wyjechać (lub trzeba było podejść) .
A może to ja powinienem pomyśleć o wymianie opony z tyłu…
Po ostatnich udanych wyjazdach założyłem, że dziś też pojeżdżę na polu.
Niestety znów zaczął sypaś śnieg i warunki zrobiły się okropne. Nie
chciałem ryzykować jakiegoś niepotrzebnego poślizgu, więc nie pojechałem.
Przed trenażerem miałem jednak dziś taki opór, że nie dałem rady na niego wsiąść.
Może jutro…?
W pierwszą stronę szło opornie, za to potem wróciłem tak szybko, że
do realizacji planu konieczne okazało się dokręcenie po okolicy. Na szczęście
choć wg progonoz powinno być -5, to realnie jest 0°C. Dzięki temu jeździ
się znośnie, a miejscami nawet śnieg się trochę wytapia .
Trochę nietypowy trening jak na niedzielę, ale w związku z (niesprawdzonym)
ochłodzeniem wolałem dłuższą jazdę przełożyć na sobotę. Dziś ponownie zestaw
kadencja maksymalna i izolowanie nóg. Jedno i drugie ćwiczenie powtórzyłem
6 razy.
Kilka ciekawostek:
Izolowanie byłem w stanie wykonywać przez 30-60sek. na nogę (nie
udało się wydłużyć minimalnego czasu, ale udało maksymalny o 15sek.).
Maksymalna kadencja z 5 sek.: 199
Maksymalna kadencja z 30 sek.: 173 (sporo więcej niż ostatnio)
Pierwszy tak długi trening. Nie ma co ściemniać, lekko nie było. Następny
taki na szczęście dopiero za tydzień .
Tytuł wpisu nawiązuje do
wpisu Kubaka
który tej długości treningi zaczął trzaskać już w połowie grudnia. Dobrze
że jeździ giga, bo jeszcze by mnie objechał na mega i byłby wstyd .
Choć miały być zawieje i zamiecie śnieżne to dzisiejszy dzień zaserwował
lekką odwilż (+2°C). Mykłem więc na tor kajakowy. Choć ścieżka dalej jest
pod śniegiem, to nawet dziś jakoś sprawniej się jechało.