… i to jaka. 6-cio osobową grupą po wyjechaniu z miasta pojechaliśmy w stronę Myślenic, by trochę przed nimi odbić na Dobczyce i objechawszy zalew od południa dojechać do Myślenic. Po drodze nie brakowało któtszych i dłuższych podjazdów, było i kilka ścianke. Od samego początku furman pod górę narzucał całkiem mocne tempo, nieraz dołączał się też spootnick.
Z Myślenic niby łagodnym, ale długim i jechanym pod wiatr podjazdem przeskoczyliśmy do Sułkowic. Stąd już generalnie płasko (w porównaniu z wcześniejszą trasą), ale szybko i pod wiatr pojechaliśmy do Skawiny i przez Tyniec wróciliśmy do Krakowa. Pod koniec, to już mnie trochę zaczęło odcinać, a zakwaszone mięśnie nie pozwalały jechać tak jak by się chciało .
Wyszedł naprawdę solidny trening i w domu jeszcze przez dłuższy czas dochodziłem do siebie…
Coś pogoda ostatnio deszczowa, ale cóż poradzić. Szczęśliwie mieliśmy z Dawidem na dziś taki sam zamiar treningowy – podjazdy pod zoo. A we dwóch zawsze moknie się lepiej niż samemu .
Udało się wyturlać 5× na górę. To już kolejny trening podjazdów na którym wyszło mi niskie tętno maksymalne (tylko 175 i 178 na dwóch mocno jechanych podjazdach, powinno być 180+). Na razie się tym nie przejmuję, bo trening udało się wykonać w zaplanowanych strefach, tylko że bliżej dolnej granicy. A na odpoczywanie jeszcze będzie czas.
W związku z pogrzebem Pary Prezydenckiej maraton w Murowanej Goślinie został przełożony na lipiec.
W minionym tygodniu nie udało się zrealizować godzin treningowych założonych dla Podstawy 3 (maraton w Dolsku jednak istotnie w tym przeszkodził). Układ tygodnia pasuje za to dość dobrze do tygodnia W&R. Nie ma zatem sensu robić teraz tego samego. Wychodzi więc, że P3 miała tylko 2+1 tygodni, a teraz pasuje wziąć się za Rozbudowę 1 (też 2+1), sprawdzianem po której będzie maraton w Karpaczu.
Nie tak miał wyglądać ten maraton. Start odbył się w ciszy i ponurym nastroju krótko po tragicznych informacjach o rozbiciu się prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.
Niech spoczywają w pokoju
Początek biegnie wąską drogą. Zmarznięte mięśnie nie są w stanie napędzać tak jakby się chciało. Walka na łokcie to też nie moja specjalność w efekcie czego co i rusz ktoś się przede mnie wpycha. Szybko uciekają mi z oczu RB, Pirx, Dawid. Przez jakiś czas tasują się z Vacem (Subaru Krk).
Na asfaltowych odcinkach jakoś nie mogę się odnaleźć. Samemu nie daję rady przeskoczyć z grupy do grupy, a jakoś innych przeskakujących przeoczam.
Na dzień dobry poszły 4 podjazdy pod zoo, ale coś dziś się noga nie kręciła — raczej było to wymęczenie niż podjechanie. Coś marnie ten maraton zaczynam widzieć .
Następnie po ogrzaniu się troszkę, pojechałem z Madzią do dol. Mnikowskiej. W terenie trochę błota, ale nawet za bardzo nie chlapało .
Ktoś wie gdzie można znaleźć wiarygodne prognozy, czy pogoda stała się już do cna nieobliczalna (a może zamiast prognoz obliczanych trzeba się zdać na podpowiedzi dawane przez naturę)? Miało padać cały dzień, więc korzystając z nadmiaru wody poszedłem na basen . A w dodatku czuję jeszcze w nogach weekend… Ponieważ nie siedziałem dziś na rowerze, to nieponarzekam jak inni, jaki to słaby jestem przed Dolskiem — jutro będzie jeszcze na to czas .
Szybkie nie dlatego, żebym się jakoś specjalnie spieszył, tylko tak wyszło — jakoś wyjątkowo dobrze mi się dziś jechało. Wszystkie 6 pagórków na których mierzę sobie czasy poszły troszkę szybciej niż w zeszłym tygodniu (względeóm najlepszych czasów z zeszłego sezonu spadek z poziomu +25% na +15% dłużej). Ciekawe jaka jest w tym zasługa lepszej pogody, jaka treningu a jaka nowych pedałów do szosówki z większym podparciem stopy (Shimano A520). Chyba że to na świątecznych ciastach się tak dobrze jeździ .
Kolejny tydzień z głowy, czyli 0.5+0.5=1
Niestety, dodawanie powyżej dotyczy opuszczonych godzin — z zaplanowanych 13h udało się wyrobić tylko 12h. A na początek przyszłego tygodnia prognozują deszcz .
W zeszłym tygodniu aura popsuła szyki, ale tym razem udało się zrobić. 3 razy po 10min. a potem rozjazd w tlenie. Wszystko to na prawie płaskiej trasie, stąd średnia nieco „zawyżona”.
Wystąpiłem dziś w roli przewodnika . A przy okazji sam sobie też przypomniałem całkiem fajną rundkę po lesie — 6,3km i 280m przewyższenia. Była okazja potrenować balans na podjazdach i wyczucie roweru na zjazdach.