Prognozy na dziś zapowiadały 5°C i słońce. Gdy wstałem rano i zobaczyłem, że jest 1,5° i chmury, to stwierdziłem, że skoro tak, to na trening nie idę i zająłem się innymi sprawami.
Ale nie ma tak łatwo. Koło 14:00 zaświeciło słońce. Uzupełniłem więc węglowodany, zatankowałem bidony, znów wbiłem się w zimowe ciuchy (no ileż można!) i jakiś czas później ruszyłem na rower. Trochę szkoda mi było wyścigu Paryż-Roubaix, ale z drugiej strony – pomyślałem sobie – wszyscy kolarze go teraz oglądają, to sobie nie będę robił obciachu tempem jazdy i nie będą mnie wyprzedzać i zostawiać.
Ale nie ma tak łatwo. Człapię sobie spokojnie przez Krzeszowice, a tu mnie Hinol dogonił na rowerze z okresu międzywojennego. Tyle miło z jego strony, że powstrzymał się i mnie nie wyprzedził . Spieszył się jednak zobaczyć finisz wyścigu, zatem odbił w inną stronę niż ja i mnie nie zamęczał ;P.
Za oknem może już nie zamrażalnik, ale wciąż lodówka. Jakiś taki niedospany się dziś obudziłem. Podczas jazdy też siły ze mnie uciekły błyskawicznie. Odrobinę sprawę uratował batonik, bo nie wiem jakbym do domu dojechał. I to wszystko mimo tego, że jeździłem krótko, bo nie miałem czasu na więcej i spieszyłem się do innych spraw.
Rzygać się już chce tą zimą.
Podjazdy (pod zoo) zresztą też nie. Już z rana czułem zmęczenie nóg (pewnie trochę po poniedziałku), i pod górę jakoś nie minęło i lepiej nie było. Odpuściłem sobie po 4 połówkach. I całe szczęście, bo nie chcąc utonąć na drodze i wracając opłotkami i tak zeszło mi sporo czasu.
PS Po poniedziałkowej jeździe, w obu hamulcach zatarło mi się po jednym ramieniu, przy czym jednego rozebrać nie mogłem, tak mocno siedziało; dopiero WD40 i kombinerki pomogły. Chyba już nawet zimówka ma dość zimy.
Strava oceniła, że wyjazd był Tough i trudno się nie zgodzić. Średnia może tego nie pokazuje – wciąż jakaś śmiesznie niska, ale w sumie to u mnie standard, że skubana nie chce wyjść przyzwoita – jendak się dziś starmosiłem.
Pogoda nie zachęca do długich jazd, ale raz na jakiś czas pasuje jakąś zrobić. Warunki dziś były nadzwyczaj dobre (zwłaszcza jak na to co się wczoraj działo) i udało się to w pełni wykorzystać.
Wczoraj nie udało się wyjść na rower, bo w poniedziałek za długo zeszło ze zmianą napędu w zimówce. Ale dzięki temu dziś można było normalnie pośmigać .
Podobnie jak tydzień temu podjazdy pod zoo. Z tą różnicą, że 5°C mniej (ale nie będę narzekał na zimę). Miałem szczęście, bo pług przejechał i posolił, więc się nie ślizgałem . Nie ma to jak wysolić świeżo założony napęd (nie będę…).
Dziś już normalnie z blatu; tętno strasznie szalaje .
Mróz, wiatr ze wschodu, deficyt treningów w tygodniu – były lekkie myślenice co zrobić, żeby coś odrobić i przeżyć . Na trenażer wsiadać przy taaaakim słońcu to mi się nie widziało. Trasy na zachód odpadły, bo zamarznąć można na powrocie. Na wschód syf, nuda i płasko.
Padło na południe. Cel optymalny: Myślenice; biorę pod uwagę konieczność zawrócenia za Krzyszkowicami (jak IC) w wypadku wychłodzenia. Okazuje się że nie potrzebnie. Późno-marcowe słońce + sporo pagórków (i arktyczna zbroja ciuchów ) pozwalają utrzymać temperaturę.
Muszę uważać z jazdą z blatu, bo nawet przy średnim obciążeniu już skacze.
Dojeżdżam na Zarabie i zawracam. Ostatnie 40min robi się chłodno w stopy. Ale udało się zaliczyć całkiem niezły trening .
Zmiana barw, choć… bez zmiany barw . Nadal na zielono, ale odcień trochę inny . Od tego sezonu zbieram punkty dla drużyny KSPO Kraków Racing Team! W związku z tym lekka zmiana planów startowych z położeniem większego nacisku na maratony Powerade Volvo MTB Marathon (wzrost planowanej liczby startów z 5 na 7).
Podziękowania dla Team Managera, a ze swojej strony postaram się odwdzięczyć jak największą liczbą pkt. do klasyfikacji teamowej i objechaniem choć raz w sezonie .
Nic specjalnego. Jedyna warta odnotowania zmiana, to że blat nawet przy delikatnym ruszaniu puszcza, zatem sprawdza się już tylko podczas płynnej jazdy w tlenie.
PS Wczorajsze „podjazdy” mogę uznać za niebyłe. Z braku blatu jeździłem je z młynka (29z) i choć pierwsze przeliczenie przełożeń nie wypadło niby aż tak źle, to zapomniałem uwzględnić wpływ dźwigni na korbie wynikającej ze stosunku promienia zębatki do długości korby. Po przeliczeniu jeszcze raz wyszło na to, że bez sprawnego blatu w MTB nie ma sensu robić podjazdów. Trudno, trzeba będzie się tematem zająć. Liczyłem że doczekam do wiosny, ale wygląda, że jednak k*** nie, bo się jej przyleźć nie chce!!!