Po podjeździe na parking pod laskiem (od strony ulicy Modrzewiowej) nieoczekiwany zwrot akcji i zjazd w stronę Wesołej Polany. Jeden stromy zjazd pokonany, drugi – po korzeniach – tylko obejrzany w wykonaniu Bartka. Dalej trochę pokręcenia się po lasku i zjazd w stronę białej drogi (ale z pominięciem jej, bo czas już naglił).
Zapomniałem, że po zjeździe z 5-10-15 (z Kleszczowa do Aleksandrowic) skręt w prawo tylko na początku ma asfalt. Ale jak już tam władowałem, to dociągnąłem jakoś do Brzoskwini (sucho było). Wracając jeszcze o tor zahaczyłem, niestety w związku z remontem ścieżki i tak trzeba wracać szosą.
Na pulsometr mało patrzyłem, jak wyszło tak było, niektóre podjazdy żwawo, inne znów ledwo, ledwo . Po zmianie urządzenia wyraźnie spadła ilość naliczanych kcal .
Trening ponownie w Lasku. Pod ZOO, zjazd „singlem”, podjazd serpentyną (można się zakopać w tych kamieniach ). Zjazd czerwonym, potem asflatem pod kopiec z premią lotną na parkingu . Na koniec jeszcze nieoczekiwanie mały konkurs skoków i czym prędzej na błonia…
Dziś dla odmiany Lasek . Był też fragment bardziej techniczny (najazd na- i trawers na niebieskim szlaku), który za drugą próbą udało mi się po raz pierwszy, w całości, pokonać na rowerze (choć nie całkiem płynnie i nie bezstresowo ).
Rozjazd po maratonie, starałem się trzymać trochę wyższą kadencję niż ostatnio weszło mi w nawyk.
Po dwóch tygodniach z powrotem jest złożony i sprawny. Wymieniłem linki i pancerze, nawinąłem nową owijkę, wyczyściłem na połysk korbę i kasetę (znów widać, że w środku ma pomarańczowe przekładki ). Założyłem też wyciągnięty o 1% łańcuch Dura Ace/Xtr zdjęty kiedyś z wyścigówki, na miejsce oryginalnego łańcucha, który przekroczył 2,5% wyciągnięcia (i po nasmarowaniu zaczął skakać).
Rozjazd jak to rozjazd na małych obciążeniach, więc jeszcze ew. może coś wyjść przy większych, ale wstępnie jest ok – biegi zmieniały się jak rakieta, klamki hamulcowe nie mają martwego ciągu. Zupełnie jakbym na nowym rowerze jeździł .
Ustawiłem się na początku 5-tego sektora, aby po zdjęciu taśm znaleźć się w czwartym . W ten sposób szybko dopadłem amraca i UMaćka z którymi pokonałem błonia. W tym roku o dziwo nikt się tam nie przeciskał ani nie wpychał z łokciami. Tak było na całym wąskim początku (czyli aż do Zakamycza) co do którego miałem obawy, że będzie nerwowo i nieprzyjemnie.
W okolicach dojazdu do Kryspinowa udaje mi się zgubić spinozę i Marcina - zastanawiam się, czy nie dojdą mnie później bo nie wiem ile jestem z siebie w stanie wycisnąć w związku przerwą od jazd.
Zmęczenie na początku tygodnia i zbliżający się maraton poskutkowały takim układem jazd w tygodniu, że idealnie mi dziś pasowała próba czasowa pod Zoo. Nie ukrywam, że miałem też ochotę zobaczyć ile jestem w tej chwili w stanie tam zdziałać. Najpierw lekko pierwszy podjazd na rozgrzewkę (do 80%), a drugi już szybko – wyszło 6:56.
Oczywiście nie jest to jakiś wybitny czas, ale nie jest też zły. Zgodny jest również z moimi odczuciami, że udało mi się uzyskać coś w stylu wiosennej dyspozycji – po płaskim jestem już w stanie przyzwoicie jechać, jednak wzniesienia jeszcze mocno trzymają. Na maraton w Murowanej Goślinie z reguły starczało, jak będzie w Krakowie okaże się już w niedzielę.
Dętka, ale ze mnie. Nie było dziś sił na jazdę, więc tylko przejazd przez Lasek najłagodniejszym wariantem jaki mi przyszedł do głowy.
Sprawdzone bloki i regulacja przedniej przerzutki. Tylna się uwzięła i 2-jki nie zamierza obsługiwać (1, 3, 4,… 9 działają).
Frekwencja była (chyba) rekordowa, w związku z czym tempo spokojniejsze i trasa taka objazdówka. Mimo to warto było, raz że pierwszy raz od roku (z powrotem) na UST – choć tym razem już nie było to mimo wszystko aż tak duże wrażenie odmienności jak na początku (inna sprawa, że dętki pompuję również mniej niż kiedyś). Dwa że definitywnie stwierdziłem, że na obecnie używanych blokach nie jest bezpiecznie jechać na maraton, a trzy – przerzutki dopominają się lepszego wyregulowania.