Po Rudawach Janowickich

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 33.30 km
  • 02:38:05 h
  • 12.6 km/h
  • HR avg.: 123 ( 62%)
  • Przewyższenie: 1303 m
  • Kalorie: 1247 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: W

Pierwsza wycieczka była na zachodzie, drugą odbyliśmy na wschód. Startujemy z Janowic Wielkich i wspinamy się Żużlową Doliną. Zdobywanie wysokości idzie dziś zdecydowanie bardziej opornie. Ja wyraźnie odczuwam zmęczenie, Miki twierdzi, że mu się nie chce, ale to pewnie z podobnego powodu…

Dzisiaj nie udało się zaplanować trasy w formie tracka. Mamy wgranych parę waypointów u Mikiego w charakterystycznych miejscach, której udało się znaleźć na nie całkiem kompletnych mapach wektorowych, a jednocześnie istotnych, aby ich nie przeoczyć zerkając tylko od czasu do czasu na mapę papierową.

Co jakiś czas zerkamy na mapę, nie pomaga też miejscami słabe oznaczenie szlaku.
Odwiedzamy kolorowe jeziorka, czerwone (purpurowe) z góry wygląda średnio, a niezbyt nam się chce nad nie schodzić, za to następne, błękitne, ma przepiękny zielonkawy kolor :D.
Im dalej w górę tym szlak robi się coraz bardziej pieszy. Z racji że nie lubię łazić, to ile się da, to wyjeżdżam, Miki jednak, co nieco mnie zaskoczyło, wybiera dreptanie z buta. Zjazd okazuje się jeszcze stromszy niż podjazd i końcówkę przed drogą sprowadzamy już obaj. Widząc, że dalej też nie wygląda to ciekawie wybieramy wariant alternatywny i objeżdżamy szutrówkami/drogami górskimi.

Dalej mijamy działający kamieniołom niemal przez niego przejeżdżając - na naszej mapie droga jeszcze biegła wyraźnie obok niego. Chcieliśmy zaliczyć podjazd zwany Łopatą, ale jakoś nie mam sił (ani czasu).

W końcówce wycieczki podziwiamy osobliwe formy skalne, „piec” i „skalny most”. A na deser zostawiliśmy sobie atak na zamek Bolków. Znów trochę trzeba iść z buta, gdy daje się jechać Miki atakuje i rozlega się trzask jak z małej petardy po czym mamy ostre koło. Miki mówił, że bęben ma w słabym stanie, ale nie mówił że aż tak. Podejrzewał pogięcie pieska, tymczasem po rozebraniu okazało się, że bęben jest w 3 kawałkach. Dla bezpieczeństwa przerzutki i haka zamienia piastę w wolnobieg (w obu kierunkach). Na szczęście po zjeździe z zamku okazuje się, że wylądowaliśmy wyjątkowo blisko auta, także skończyło się całkiem dobrze.

Choć zrobiliśmy niewiele ponad połowę wczorajszej trasy, to pokonaliśmy większe przewyższenie. Czas jazdy jeszcze krótszy niż wczoraj, a jednocześnie czas brutto wycieczki jeszcze większy: 6h40min. Dane z Garmina.

Wycieczka po Izerach

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 62.10 km
  • 03:29:34 h
  • 17.8 km/h
  • HR avg.: 131 ( 66%)
  • Przewyższenie: 1202 m
  • Kalorie: 1854 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: W

Na pierwszy dzień mini-wakacji wybieramy Góry Izerskie. Trasę udaje się w pełni zaplanować w oparciu o mapy UMP-pcPL oraz Topo_PL_100, dzięki czemu sprawnie poruszamy się wg wgranego do Garminów tracka.

Po drodze robimy trochę zdjęć (galeria jeszcze powstaje), odwiedzając kilka, bardzo charakterystycznych miejsc:

  • kopalnia Stanisław
  • polana Izerska
  • Chatka Górzystów
  • schronisko Orle
  • Harrachov
  • podjazd (zjazd) Samolot

To co w Izerach rzuca się w oczy (poza iskrzącym się w słońcu białym kwarcem występującym gęsto w szutrówkach) to niski stopień przekształcenia tych terenów. Można znaleźć malownicze plenery, na których nie widać żadnych zabudowań. Możliwe byłoby tu kręcenie filmów fantasy ;). Z drugiej strony, choć niemal nie widać zabudowań, to na części obszarów las jest bardzo młody. Z tego co mówił Miki parę lat temu było tam niemal całkiem łyso. To oczywiście na skutek kwaśnych deszczy znad Czech, o których pamiętam, jak nas uczyli w szkole.

Choć czas jazdy nie jest zbyt duży, to jednak czas brutto tego wyjazdu to prawie 6h. Ślad z Garmina. Tętno wyszło dość niskie, ale nawet przy odczuwalnie wysokim wysiłku nie miało ochoty iść do góry; uphill + czekanie na zjazd okazały się dość męczące.

Uphill Race Śnieżka

Dodaj komentarz

Dane treningu 1

  • 13.30 km
  • 01:14:56 h
  • 10.6 km/h
  • HR avg.: 170 ( 85%)
  • Przewyższenie: 1054 m
  • Kalorie: 1079 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: R

Dane treningu 2

  • 13.70 km
  • 01:05:11 h
  • 12.6 km/h
  • HR avg.: 113 ( 57%)
  • Przewyższenie: 56 m
  • Kalorie: 332 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: zjazd ze Śnieżki

Jedna z niewielu, jak nie jedyna możliwość pokonania w Polsce podjazdu 1000+m. Ze stadionu sportowego w Karpaczu na wysokości ok. 600m na szczyt Śnieżki 1602m n.p.m.

W tym roku pojawiły się dobre okoliczności aby zrealizować start w tej imprezie, co już jakiś czas za mną chodziło, choć do tej pory było (zbyt) luźno planowane.

Podjazd jak podjazd. Generalnie od startu starałem się trzymać równe tempo. Nie wchodziłem w bardzo wysokie tętna, aby nie zaliczyć „zgona” jak zdarzało się na mocno pokonywanych pierwszych podjazdach na maratonach. Tutaj nie było mowy o odrobieniu ew. strat po zjeździe ;). Podkręcałem również tempo, gdy tętno spadało zbyt nisko, ewentualnie opieprzanie się mogło by skutkować niezadowoleniem na mecie. Początek pod świątynię Wang z blatu, a potem zaczęła się nie kończąca się kostka, przy której podjazd pod krakowskie zoo jest gładki jak stół.

Plan się powiódł i do samego szczytu dojechałem żwawo, choć nie ma co ściemniać, że było lekko. Zmęczony byłem całkiem solidnie. Pewnie można było przycisnąć nieco szybciej, ale chyba zabrakło też trochę doświadczenia – to był mój pierwszy start w jakimkolwiek uphillu.
Mimo zabrania naprawdę ciepłych ciuchów (zimowe getry, zimowa kurtka windstoperowa) na górze jednak trochę z Mikim zmarzliśmy oczekując na zjazd. Początkowo trochę pomagała ciepła herbata, ale później i ona się skończyła. W końcu jednak padł sygnał do zjazdu.

Zająłem 61. miejsce open (na ok. 385 osób) i 28. w M2. Wydaje mi się, że całkiem nieźle. Dane z Garmina.

„Trening” regeneracyjny

Dodaj komentarz

Jest taki staaary dowcip:

Z pamiętnika amerykańskiego żołnierza:
Poniedziałek: Pije z Polakami wódke.
Wtorek: Umieram.
Środa: Znowu pije z Polakami wódkę.
Czwartek: żaluje, ze nie umarłem we wtorek.

Dlaczego go przytaczam? Tak się czułem w pracy po wczorajszym IC względem Ustronia ;).

Wróciłem do domu z zamiarem zrobienia jakiejś rundki po płaskim, ale skończyło się na 1h40min nie po, a na płaskim – drzemka na łóżku. Widać organizm wolał dziś regenerację pasywną.

Infrasettimanale Classico Kraków

1 komentarz

Dane treningu

  • 84.40 km
  • 02:45:26 h
  • 30.6 km/h
  • HR avg.: 146 ( 73%)
  • Cad. avg.: 85
  • Przewyższenie: 858 m
  • Kalorie: 1618 kcal
  • Aktywność: Szosówka
  • Ćwiczenia: A6

W tym tygodniu IC nie kolidowało mi z niczym1, więc skorzystałem z okazji aby trochę rozruszać nogi po Ustroniu. Choć pierwszy podjazd na nowej trasie jest łagodniejszy niż na trasie południowej, to i tak pierwsza grupa mi na nim uciekła :(. Zaczekałem chwilkę na tworzącą się drugą grupę i w takim towarzystwie dojechałem prawie do końca, gdzie to zostałem urwany na ostatnim płaskim odcinku przed metą :/. Ewidentnie szybkie płaskie odcinki – nawet jechane na kole – to w tym roku ewidentnie nie moja działka.

Dane z samej pętli IC bez dojazdów:

  • dystans: 52,7km
  • przewyższenie: 645m
  • czas: 1:30:25
  • średnia prędkość: 35,0km/h
  • średnie tętno: 162

  1. Niestety jest to dla mnie zbyt intensywny trening jeśli w sobotę mam zawody, nie jestem w nich w stanie jechać na swoje 100% 

Nogi z betonu

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 54.70 km
  • 02:01:30 h
  • 27.0 km/h
  • HR avg.: 131 ( 66%)
  • Cad. avg.: 86
  • Przewyższenie: 285 m
  • Kalorie: 969 kcal
  • Aktywność: Szosówka
  • Ćwiczenia: E2

Trzyma mnie ten Ustroń konkretnie. Rano ledwo miałem siłę zejść po schodach, a w pracy tez nadal czułem obolałe nogi. Średni mi się chciało na rower zbierać, ale ostatecznie wybrałem się na tlenik z Markiem do Czernichowa. Myślałem, że coś się noga rozjedzie, ale niezbyt chciało puścić. Chwilami to wręcz piekło, jakby skurcz miał złapać :o.

Dookoła lotniska

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 40.70 km
  • 01:49:18 h
  • 22.3 km/h
  • HR avg.: 111 ( 56%)
  • Cad. avg.: 82
  • Przewyższenie: 140 m
  • Kalorie: 602 kcal
  • Aktywność: Szosówka
  • Ćwiczenia: E1

Pomaratonowy rozjazd. Rano ledwo miałem siłę trzymać bułkę ;). Na rozjazd wybrałem się dopiero pod wieczór jak zrobiło się troszkę chłodniej.

MTBM#6 Ustroń

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 51.10 km
  • 03:35:56 h
  • 14.2 km/h
  • HR avg.: 157 ( 79%)
  • Przewyższenie: 1986 m
  • Kalorie: 2019 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: R

Upalna pogoda i pyląca trasa, w takich warunkach odbył się maraton, choć wcześniej prognozy straszyły opadami i niską temperaturą.

Tym razem nie jechało mi się tak dobrze jak na wcześniejszych edycjach. Najlepiej to widać na wykresie tętna, na którym kolejne piki wraz z upływającym czasem są coraz niższe. Również średnie tętno z wyścigu wyszło bardzo niskie. Tak sobie myślę, kombinuję i nie mam wyraźnego winowajcy.
Spore znaczenie mogły mieć dwie wcześniejsze przygody z jazdą w upale i lekki strach przed załatwieniem się po raz kolejny. A gorąco było tak, że na podjazdach pot kapał z… łokci.
Był to też pierwszy w tym roku start, na który dojeżdżałem nad ranem, bez noclegu w miejscowości zawodów. Kolejna różnica, to bardzo wymagające podjazdy na trasie. Tylu tak stromych podjazdów dawno nie pokonywałem. A że w tym roku nie mam szczególnie wysokiej formy to i siły mniej, więc możliwe, że zamęczyłem mięśnie i na nic był dostępny „zapas oddechu”.

Maraton mimo wszystko bardzo mi się podobał. Wszystkie podjazdy były podjeżdżalne, choć na paru bardzo bolało ;) – w tej klasyfikacji zdecydowanie prowadzi 22% podjazd po płytach który nie chciał się skończyć. Wszystko było zjeżdżalne (choć jedna rynna z podpórką z mojej strony :P). Na zjazdach dominował gruby szuter jak to ktoś fajnie na forum ujął (zdjęcie poglądowe z topshotów bikelife z pozdrowieniami dla Subaru AZS UEk). Co ciekawe zjeżdżało mi się je łatwiej niż podobne zjazdy w zeszłych latach w Istebnej.
Na metę dojechałem ledwie żywy (pogoda i prawie 2000m przewyższenia swoje zrobiło) ale miło zaskoczony. Czytając, że odwiedziemy trasy MTB Trophy spodziewałem się jednak błotnych brei w stylu Krynicy ;).

Miejsce 77. open ze stratą do zwycięzcy 53,5min. Dane z Garmina.

Z czym do ludzi

3 komentarze

Dane treningu

  • 23.70 km
  • 01:12:13 h
  • 19.7 km/h
  • HR avg.: 128 ( 64%)
  • Przewyższenie: 274 m
  • Kalorie: 542 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: T

Utrzymuję bardzo równy brak formy. Dziś pod zoo wyszedł czas 6:21, zatem od kwietnia nic się nie zmieniło. Mam nadzieję, że w Ustroniu nie będzie takiej wyrypy jak była w Karpaczu.

Rudno letnim popołudniem

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 72.40 km
  • 03:20:53 h
  • 21.6 km/h
  • HR avg.: 136 ( 68%)
  • Przewyższenie: 807 m
  • Kalorie: 1727 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: E2+

Udało się dziś trochę wcześniej z pracy wyjść (pierwszy i ostatni raz w tym miesiącu ;)), pogoda na rower idealna – ciepło, ale bez przesady, więc nic tylko korzystać. I skorzystaliśmy z Madzią jadąc na wycieczkę z akcentami terenowymi do Rudna. Klasyka, czyli dojazd czerwonym szlakiem i powrót zielonym i ścieżką dookoła lasku.

Coś słabo mi się kręciło. Nie wiem, jeszcze by po weekendzie trzymało, czy jak?! Ale robiłem co mogłem, aby nie spowalniać tempa.

Podsumowanie lipca

Nie skojarzyłem z początku, że to już koniec miesiąca. Wchodzę na statystyki i tu psikus – w lipcu pokonałem 999km, zatem nadal w tym roku nie mam miesiąca z przebiegiem 1000+. Zajęło mi to niemal 42h (bez 30sek.).

Do Ojcowa na lajcie

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 44.70 km
  • 02:18:53 h
  • 19.3 km/h
  • HR avg.: 118 ( 59%)
  • Przewyższenie: 326 m
  • Kalorie: 881 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: E1/E2

No z tym Ojcowem to tak w sumie nie do końca, bo na Kwietniowych Dołach zawróciłem na Kraków. Nie chciałem ryzykować odwodnienia bądź innych sensacji; waga z rana zdecydowanie odbiegała od standardu, a jechało mi się koszmarnie (generalnie zamykałem ogon). Rano ledwo się z łóżka zwlokłem długo walcząc, czy w ogóle jechać. Widać wczorajszy wyjazd kosztował mnie bardzo dużo.

Ale grupowy wyjazd okazał się mobilizacją do rozjazdu, bo tak to bym pewnie zostawił jazdę na popołudnie i oglądał deszcz zamiast treningu, a nie jak się udało będąc już po nim.
Dane z Garmina.

Dolinki treningowo

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 81.50 km
  • 03:59:08 h
  • 20.4 km/h
  • HR avg.: 149 ( 75%)
  • Przewyższenie: 1102 m
  • Kalorie: 2204 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka AE
  • Ćwiczenia: A6

Tak się jakoś stęskniłem za przejażdżką na rowerze górskim, a że już bardzo dawno nie jechałem trasy treningowej przez las Zabierzowski i dolinki to wybór był prosty.
Ze względu na wczorajsze – jechane dość późno – tempówki nie chciałem jechać z rana. Tym bardziej, że do 1:30 oglądałem ceremonię otwarcia letnich igrzysk olimpijskich. Trochę obawiałem się, czy znajdzie się ktokolwiek chętny na jazdę o takiej trochę dziwnej, jak na weekend porze, ale szczęśliwie dołączyli się furman i Adinek.

Dzień był z tych upalnych, co jazdy nie ułatwiało. Na szczęście sklepy po drodze pozwalały na regularne uzupełnianie płynów. Podjazdy starałem się pokonywać sprawnie, natomiast pozostałe odcinki bez szaleństw w tempie towarzyszy. I całe szczęście, że nie trafiła się mocniejsza ekipa, bo nie da się ukryć, że domu dojechałem na oparach i miałem kłopot z dojściem do siebie. Zapewne złożyły się na to wszystkie czynniki po trochu: tempo, upał, krótki sen, wczorajszy trening.

Podjazdy z Sieprawia (os. Żbik) do Patrzółtowic (część asfaltową, HRmax 187) oraz podjazd z wylotu dol.Racławki do Żarów udało się wyjechać z blatu, co jest niezłym prognostykiem na końcówkę sezonu. Na więcej jednak w tych warunkach siły nie miałem. Dane z Garmina.