Rudawa
Dane treningu
- 48.00 km
- 02:13:00 h
- 21.7 km/h
- HR avg.: 130 ( 65%)
- Przewyższenie: 223 m
- Kalorie: 1037 kcal
- Aktywność: Zimówka
- Ćwiczenia: E2
Pętelka z Mikim przez Rudawę.
Pętelka z Mikim przez Rudawę.
Pogoda idealnie zgrała się z wolnym dniem i było wprost bajkowo. Aż się nie chciało do domu zawracać (tylko, żeby jeszcze było sił na więcej…).
Trasa przez Czułów, Rybną i Czernichów, czyli jedno większe wzniesienie a tak to po płaskim, stąd i znośna średnia
.
Uzbierało się już w tym tygodniu całkiem sporo godzin, a jeszcze jutro dzień wolny (z lepszymi prognozami), więc dziś coś lżejszego. Z ciekawości podjechałem sobie spokojnie pod zoo (11m44sek) i nawet kawałek zjechałem szlakiem (co było lekko stresujące, gdy okazało się, jakiej siły (nie) mają hamulce w zimowym rowerze
).
Niby powietrze mało przejrzyste, a jednak z Sanki było widać zarysy Tatr i Babiej. Ponoć zasługa halnego, który w nocy przewiał pyły, smogi i zimno na północ
.
Mimo wysokiej (jak na styczeń) temperatury, wybór szosówki był słabą opcją, bo nadal jest ślisko i ciapowato na drogach – wróciłem lekko cętkowany, byłoby znacznie gorzej, gdyby nie błotniczki.
Krótka pętelka w ramach rozgrzewki przed gimnastyką
.
Jak w temacie. Chciałem jeszcze wracając zahaczyć o Radziszów, ale czas już zaczął trochę gonić i wróciliśmy bezpośrednio przez Skawinę i Tyniec.
Krótki wyskok w innym kierunku niż Tyniec
.
W końcu trzeba było się zdecydować przekroczyć górkę w Tyńcu i pokręcić dalej – to jest wrócić do domu przez Skawinę.
Z początku truchtu mocno ciąży świąteczny makowiec, ale w końcu po pół godziny puszcza. Następna prwie godzina idzie znośnie. Dalej dają się odczuć braki kondycji i „ołowiane” nogi, ale jakoś trzeba zamknąć pętlę… Ponownie wyjazdowo, choć tym razem pod Częstochową.
Chwilę pooddychać podkarpackim powietrzem. Ciepło, słonecznie i spokojnie, innymi słowy całkiem miło
.
Szybki wyskok z rana korzystając z chwili wolnego czasu na górkę w Tyńcu.
Już przed weekendem rozpoczęły się ataki, które w miarę udało się odeprzeć i spędzić weekend aktywnie. Niestety drugi szturm okazał się mocniejszy i przeziębienie zdobywa coraz więcej przyczółków
.
PS. No i w związku z tym z wpisami treningowymi na razie znów lipa.