Słynne dwa zamki leżące bardzo blisko siebie. Jeden z nich odbudowany w ostatnich latach. A dotaliśmy tam szlakami z Olsztyna (ale tego pod Częstochową ).
Taki trening przed Murowaną #2. Przewyższenia wyszło nieco więcej, piasku w lasach też miejscami aż za dużo, ale ogólny klimat w miarę zbliżony. Nawet stromszy kawałek pod górę i z góry się trafił.
Tempo dziś mocno świąteczne. Odezwała się też usterka z jesieni, o której zdążyłem zapomnieć, czyli starmoszone dolne kółeczko przerzutki, nie trzymające już pionu przy każdym większym napięciu łańcucha. Przymusowo więc większość wycieczki musiałem jechać z młynka. Ale lepiej, że wyszło to dziś, niż za niespełna tydzień na maratonie.
Na zdjęciu testowanie nowych strojów teamowych KSPO Arrow przed zamkiem Bobolice .
Dość kiepsko ten świąteczny tydzień wypadł. Mocno w kość dała skichana pogoda, swoje dołożyły zatarte łożyska w bębenku. Na szczęście jedno i drugie już za mną i można było poznać podczęstochowskie polne drogi i lasy.
Zdążyłem zapomnieć jak zimno jest przy 6°C i ubrałem się na styk. Tempówka po tej samej trasie co ostatnio, tyle że tym razem po 1h zostało drogi jeszcze z zapasem (poprzednio brakło). Ale średnia z całości też wyraźnie mniejsza. Ja zwyczajnie jestem ciepłolubny .
Wyprawa w nieznane . Niby nie daleko, ale nie miałem do tej pory okazji pokręcić za wiele w tych okolicach.
Wyjazd zaczęliśmy z Muchówki. Od początku, mimo średniej pogody, towarzyszyły nam bardzo przyjemne pejzaże. Koło Laskowej przypadkiem omijamy przełęcz Rozdziele – pomyłka przy projektowaniu tracka. Będzie trzeba to kiedyś nadrobić. Tym razem w ostatecznym rozrachunku wyszło nam na plus.
Doliną Łososiny i przez Świdnik wypadamy na moment na drogę krajową 75, którą przecinamy Dunajec i ewakuujemy się skrótem do drogi wojewódzkiej 975 biegnącej wschodnim brzegiem jeziora. Skrócik typu „lekko, łatwo i przyjemnie”: trzymał średnio 10.2% przez 1.3km z nastromieniami chwilowymi po 19-20%.
Kolejny odcinek wzdłuż jeziora to nadal wiele pięknych krajobrazów, choć niestety miejsce przebłysków słońca zaczęła zajmować lita zasłona chmur. I wraz z wiatrem towarzyszyła nam na dwóch dłuższych płaskich odcinkach, na północ do Zakliczyna, gdzie ponownie przekroczyliśmy Dunajec i na zachód, do krótkiego odcinka ponownie pokonywanego DK75.
A dalej na zachód robiło się coraz bardziej pod górę. I niestety nieco mokro bo zaczęło padać. W Lipnicy Murowanej rzuciliśmy tylko okiem na ponad 30m palmy wystawione na rynku. Mocno mnie ścięło na tym odcinku; co innego kończyć wycieczkę po płaskim jak tydzień temu, a tu na koniec były jeszcze do pokonania podjazdy. Do samochodu doczłapałem na najlżejszych biegach z jakimiś śmiesznymi kadencjami. Następnym razem dobrze sprawdzę, żeby nie zostawiać auta tak wysoko .
25-minutowa tempówka. Wczorajsze 60 przysiadów na każdą nogę dawało o sobie znać. Ale i tak było lepiej niż na wcześniejszej tempówce jechanej na drugi dzień po gimnastyce .
Prognozy na najbliższe dni nieco słabsze, więc z marszu poleciałem tempówkę. Pierwsze parę minut nogi piekły konkretnie (po 8min nie chciało mi się wierzyć, że tylko tyle za mną). A dalej się rozkręciłem i było… dziwnie. Nie odczuwałem, że tak mocno kręcę, a tętno przekraczało założony pułap, jednak wystarczyło lekko odpuścić i spadało na dolną granicę założonej strefy . A na koniec skończyła mi się bezkolizyjna droga i zabrakło 1,5min do godzinnej tempówki .
W czasie gdy szukałem kluczy pod domem zaczęło padać. Uciekłem przed deszczem na styk.
Spokojny tlenik na rozkręcenie zakwasików. Do momentu aż pojawiła się ona. Ulica Wytrzyszczek. Przekleństwo każdego lajtowicza. 1,2km, 112m, średnio 9%. Nie na klasyczny napęd.
Po niej złapałem lekkiego zgona i każda górka oznaczała beton w nogach i powolne człapanie. Cóż, bywa.
Trening podjazdów w trasie, bo ileż razy można męczyć Garb Tęczyński. Nie chciało nam (mi) męczyć się przez Świątniki, więc do Myślenic teleportujemy się samochodem . Dalej klasyka, tj. przełęcz Wierzbanowska.
Następnie nieco egzotyki, czyli dojazd do Dobrej omijając DK28. Wytypowana na mapie droga przez Skrzydlną okazuje się być doskonałej jakości, przy okazji dostarczając miłych widoków oraz zapewniając solidną porcję metrów w pionie.
Z Dobrej na podjazd w Jurkowie ciągnący się bez końca. Malownicze skrzyżowanie na szczycie (przełęczy) i zjazd do Mszany Górnej. I na koniec płaski już powrót starą Zakopianką do Myślenic.
Już w Dobrej niemało się zdziwiłem średnią. Jurków trochę ją zepsuł, ale płaski powrót poprawił z nawiązką. Szacowałem trasę na 3h+. Ale z taką mocną kompanką nie miało jak tyle wyjść, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ile wiatru na trasie wzięła na siebie . Dzięki!
Prognozy na dziś wskazywały że ma mocniej wiać. Dobrze więc sprawdziłem z której strony, bo to nic fajnego dać się wywiać daleko od miasta i potem walczyć o przetrwanie starając się wrócić.
Pod wiatr machnąłem wyraźnie dłuższą (50min) niż ostatnio lekką tempówkę. Tym razem było już zdecydowanie lepiej z odczuciami z jazdy. A potem powrót w tleniku z wiatrem w plecy .