Za oknem może już nie zamrażalnik, ale wciąż lodówka. Jakiś taki niedospany się dziś obudziłem. Podczas jazdy też siły ze mnie uciekły błyskawicznie. Odrobinę sprawę uratował batonik, bo nie wiem jakbym do domu dojechał. I to wszystko mimo tego, że jeździłem krótko, bo nie miałem czasu na więcej i spieszyłem się do innych spraw.
Rzygać się już chce tą zimą.
Podjazdy (pod zoo) zresztą też nie. Już z rana czułem zmęczenie nóg (pewnie trochę po poniedziałku), i pod górę jakoś nie minęło i lepiej nie było. Odpuściłem sobie po 4 połówkach. I całe szczęście, bo nie chcąc utonąć na drodze i wracając opłotkami i tak zeszło mi sporo czasu.
PS Po poniedziałkowej jeździe, w obu hamulcach zatarło mi się po jednym ramieniu, przy czym jednego rozebrać nie mogłem, tak mocno siedziało; dopiero WD40 i kombinerki pomogły. Chyba już nawet zimówka ma dość zimy.
Strava oceniła, że wyjazd był Tough i trudno się nie zgodzić. Średnia może tego nie pokazuje – wciąż jakaś śmiesznie niska, ale w sumie to u mnie standard, że skubana nie chce wyjść przyzwoita – jendak się dziś starmosiłem.
Pogoda nie zachęca do długich jazd, ale raz na jakiś czas pasuje jakąś zrobić. Warunki dziś były nadzwyczaj dobre (zwłaszcza jak na to co się wczoraj działo) i udało się to w pełni wykorzystać.
Wczoraj nie udało się wyjść na rower, bo w poniedziałek za długo zeszło ze zmianą napędu w zimówce. Ale dzięki temu dziś można było normalnie pośmigać .
Podobnie jak tydzień temu podjazdy pod zoo. Z tą różnicą, że 5°C mniej (ale nie będę narzekał na zimę). Miałem szczęście, bo pług przejechał i posolił, więc się nie ślizgałem . Nie ma to jak wysolić świeżo założony napęd (nie będę…).
Dziś już normalnie z blatu; tętno strasznie szalaje .
Mróz, wiatr ze wschodu, deficyt treningów w tygodniu – były lekkie myślenice co zrobić, żeby coś odrobić i przeżyć . Na trenażer wsiadać przy taaaakim słońcu to mi się nie widziało. Trasy na zachód odpadły, bo zamarznąć można na powrocie. Na wschód syf, nuda i płasko.
Padło na południe. Cel optymalny: Myślenice; biorę pod uwagę konieczność zawrócenia za Krzyszkowicami (jak IC) w wypadku wychłodzenia. Okazuje się że nie potrzebnie. Późno-marcowe słońce + sporo pagórków (i arktyczna zbroja ciuchów ) pozwalają utrzymać temperaturę.
Muszę uważać z jazdą z blatu, bo nawet przy średnim obciążeniu już skacze.
Dojeżdżam na Zarabie i zawracam. Ostatnie 40min robi się chłodno w stopy. Ale udało się zaliczyć całkiem niezły trening .
Zmiana barw, choć… bez zmiany barw . Nadal na zielono, ale odcień trochę inny . Od tego sezonu zbieram punkty dla drużyny KSPO Kraków Racing Team! W związku z tym lekka zmiana planów startowych z położeniem większego nacisku na maratony Powerade Volvo MTB Marathon (wzrost planowanej liczby startów z 5 na 7).
Podziękowania dla Team Managera, a ze swojej strony postaram się odwdzięczyć jak największą liczbą pkt. do klasyfikacji teamowej i objechaniem choć raz w sezonie .
Nic specjalnego. Jedyna warta odnotowania zmiana, to że blat nawet przy delikatnym ruszaniu puszcza, zatem sprawdza się już tylko podczas płynnej jazdy w tlenie.
PS Wczorajsze „podjazdy” mogę uznać za niebyłe. Z braku blatu jeździłem je z młynka (29z) i choć pierwsze przeliczenie przełożeń nie wypadło niby aż tak źle, to zapomniałem uwzględnić wpływ dźwigni na korbie wynikającej ze stosunku promienia zębatki do długości korby. Po przeliczeniu jeszcze raz wyszło na to, że bez sprawnego blatu w MTB nie ma sensu robić podjazdów. Trudno, trzeba będzie się tematem zająć. Liczyłem że doczekam do wiosny, ale wygląda, że jednak k*** nie, bo się jej przyleźć nie chce!!!
Wczorajsza pogoda zupełnie zniechęciła mnie do treningu, a wieczorem nie miałem czasu instalować trenażera i pokręcić przed ciszą nocną.
Dziś warunki za oknem zgoła odmienne więc wypadało wykorzystać. Mając mało czasu (bo zaspałem ) postawiłem na parę krótkich (od „baby jagi”) podjazdów pod zoo, jedynie pierwszy jadąc pełny. Przy okazji zmierzyłem sobie czas, ale wyszło katastrofalnie. Oczekiwałem czegoś koło max 8:00, a wyszło aż 9:03. Ja wiem, zimowy rower, zimowe ciuchy, niska temperatura, ale kurczak no, jak można się tak wlec pod górę?!
Zgrupowanie, zgrupowaniem, ale sądzę, że wyrwa 3tyg. treningu daje o sobie znać. Byleby tylko pogoda odpuściła to będzie dobrze, choć wciąż sporo pracy do wykonania.