Wczoraj fajnie się czułem, choć pod wieczór zacząłem czuć sobotnie bieganie. Na dobre jednak łupnęło mnie dzisiaj. Jechało się ciężko i powoli, generalnie cienizna.
Nic szczególnego. Poczekałem aż poranny mróz zelżeje, i jak już za miastem było -7 a nie -12°C to się wybrałem wraz z Dawidem. Do Aleksandrowic asfalt czarny, ale z Morawicy do Mnikowa lodowisko – zdecydowanie odradzam. Zresztą ku lekkiemu zaskoczeniu droga Mników–Cholerzyn też z odcinkami po lodzie, pomiędzy którymi lodowa wersja „polskiej trójpasmówki”. Wygląda na to, że tylko naprawdę główne drogi i te blisko miasta są zadbane.
Dziś przebieżka z akcentem – czasówką pod zoo z buta . Wyszedł nawet całkiem niezły czas 11:19 (VAM 667m/h), choć słabo nie było – HRavg z podbiegu 179bpm. Szczęśliwie nie sprawdziło się prognozowane -9°C, było koło -5°, do tego dobre samopoczucie, więc pozwoliłem sobie na taki akcent.
MT z którym biegłem też się skusił na zabawę i wybiegł do pasów (czyli tak jak mierzymy na rowerze) w 10:00.
Pogoda paskudna, ale 1h na rolce rege to nawet znośnie mija . Wczoraj i dziś z rana to jeszcze trochę ciężkie nogi były, więc dobrze im taki rozruch zrobi – nie tylko pod kątem treningów w zeszłym tygodniu ale też siedzącej pracy.
PS Trochę dziwnie na treningu ledwo jednego pączka spalić .
Kolejny dzień ze wschodnim wiatrem i nie chciało mi się znów zamarzać wracając z wyjazdu. Pojechałem do Niepołomic. Jak tam jest płaaasko i nuuudno… nie wiem jak to jest, na zachód jeżdżę 30x częściej i jakoś mi się tam tak nie nudzi.
Inna sprawa, że to już był 4. dzień pod rząd (niestety wypadła mi środa i dzień przerwy w czwartek lub piątek stracił rację bytu) i zwyczajnie byłem już dość zmęczony (zresztą zbierałem się jak sójka za morze, bo średnio mi się chciało).
Marszobieg+rower. Formuła sprawdzona już z zeszłego roku, gdy jest za zimno, by plan w pełni zrealizować na rowerze. W sumie po prognozach spodziewałem się, że będzie kręcenie pod dachem, ale jednak nie było aż tak źle i można było pojeździć na polu .
ICM nie prognozował aż tak wyraźnie ochłodzenia jak weather.com, choć temperaturę odczuwalną też podawał niższą niż wczoraj i tak jest. Zatem nieco krócej (no dobra, tak naprawdę, to nie chciało mi się wstawać ) choć w podobnych klimatach .
Uwzięło się z tym śniegiem – niemal codziennie człowieku bierz i odśnieżaj auto. Bzika już z tym można dostać. Na drogach też sporo tego syfu leży, co jazdy na rowerze nie ułatwia.
Dla bezpieczeństwa wybrałem się dziś bocznymi ulicami i polnymi drogami. Ledwo zahaczyłem też o las zabierzowski, a już ze względu na zabójcze tempo jazdy (bo nuda też może być zabójcza) musiałem w podskokach wracać z powrotem (pod śniegiem nie było widać, gdzie jest równo).