Pierwsza wycieczka była na zachodzie, drugą odbyliśmy na wschód. Startujemy z Janowic Wielkich i wspinamy się Żużlową Doliną. Zdobywanie wysokości idzie dziś zdecydowanie bardziej opornie. Ja wyraźnie odczuwam zmęczenie, Miki twierdzi, że mu się nie chce, ale to pewnie z podobnego powodu…
Dzisiaj nie udało się zaplanować trasy w formie tracka. Mamy wgranych parę waypointów u Mikiego w charakterystycznych miejscach, której udało się znaleźć na nie całkiem kompletnych mapach wektorowych, a jednocześnie istotnych, aby ich nie przeoczyć zerkając tylko od czasu do czasu na mapę papierową.
Co jakiś czas zerkamy na mapę, nie pomaga też miejscami słabe oznaczenie szlaku.
Odwiedzamy kolorowe jeziorka, czerwone (purpurowe) z góry wygląda średnio, a niezbyt nam się chce nad nie schodzić, za to następne, błękitne, ma przepiękny zielonkawy kolor
.
Im dalej w górę tym szlak robi się coraz bardziej pieszy. Z racji że nie lubię łazić, to ile się da, to wyjeżdżam, Miki jednak, co nieco mnie zaskoczyło, wybiera dreptanie z buta. Zjazd okazuje się jeszcze stromszy niż podjazd i końcówkę przed drogą sprowadzamy już obaj. Widząc, że dalej też nie wygląda to ciekawie wybieramy wariant alternatywny i objeżdżamy szutrówkami/drogami górskimi.
Dalej mijamy działający kamieniołom niemal przez niego przejeżdżając - na naszej mapie droga jeszcze biegła wyraźnie obok niego. Chcieliśmy zaliczyć podjazd zwany Łopatą, ale jakoś nie mam sił (ani czasu).
W końcówce wycieczki podziwiamy osobliwe formy skalne, „piec” i „skalny most”. A na deser zostawiliśmy sobie atak na zamek Bolków. Znów trochę trzeba iść z buta, gdy daje się jechać Miki atakuje i rozlega się trzask jak z małej petardy po czym mamy ostre koło. Miki mówił, że bęben ma w słabym stanie, ale nie mówił że aż tak. Podejrzewał pogięcie pieska, tymczasem po rozebraniu okazało się, że bęben jest w 3 kawałkach. Dla bezpieczeństwa przerzutki i haka zamienia piastę w wolnobieg (w obu kierunkach). Na szczęście po zjeździe z zamku okazuje się, że wylądowaliśmy wyjątkowo blisko auta, także skończyło się całkiem dobrze.
Choć zrobiliśmy niewiele ponad połowę wczorajszej trasy, to pokonaliśmy większe przewyższenie. Czas jazdy jeszcze krótszy niż wczoraj, a jednocześnie czas brutto wycieczki jeszcze większy: 6h40min. Dane z Garmina.