W końcu pokręciłem . Co prawda w domu, ale zawsze to jakaś odmiana . Przeziębienie wciąż nie chce się ze mną całkiem rozstać, ale jak słyszę, to ostatnio sporo osób coś łapie .
Przerwa dała się jednak wyraźnie odczuć – tętno, jak rzadko kiedy na trenażerze, bez żadnych problemów trzymało się dość wysoko i ciężko było utrzymać je niżej.
Kurcze, nie wiem co jest, ale jak mnie złapał dokuczliwy suchy kaszel, tak już 11 dni trzyma . Nie chciałbym zapeszyć, ale chyba w końcu popuszcza, więc może uda się coś pokręcić w najbliższych dniach.
Do tego biegu przymierzałem się dłuższy czas – chyba 5 lat. Zaczęło się zwyczajnie – od pozazdroszczenia kolegom udziału . Początkowo na przeszkodzie stały lekkie braki sprzętu (jednak na 10km po asfalcie lepiej zadbać o odpowiednie obuwie, aby nie nabawić się kontuzji), później znów zbyt ładna pogoda w grudniu (pozwalająca na przedłużenie sezonu rowerowego, a bez przygotowania na 10km… ), czy też wreszcie kwestie zdrowotne. Generalnie nie był ten bieg dla mnie szczególnie istotny.
W tym roku postanowiłem, że wystartuję, to i sprawę dopiąłem. Już w październiku zacząłem truchtać (choć dało się jeszcze jeździć) zaliczając po drodze XV Marszobieg Niepodległości. Może nie intensywnie, ale regularnie kontynuowałem marszobiegi przez listopad i grudzień (łącznie w 2,5 miesiąca pokonując 195km) wyznaczając sobie za cel zejście poniżej 50min. w tytułowym biegu. Lekkie zamieszanie wprowadziło przeziębienie ciągnące się przez ponad tydzień przed Świętami (więc już dość blisko startu). Poświąteczny test pokazał jednak, że jest tak dobrze jak jeszcze nigdy wcześniej .
Dziś w Lasku było trochę ślisko – miejscami pod śniegiem czaił się lód (siostra na 3 zające polowała! ). Z racji na wolniejsze podłoże wyszedł dość długi trening.
A jeszcze na koniec obiegliśmy z Lechem błonia tempem testowym. Poprawiłem się dość istotnie od ostatniej takiej próby gdy pobiegłem tempem 5:15 – udało się uzyskać wynik 4:44 min/km. Poprzedni wynik sprzed 3 lat, ale wtedy ostatnio regularnie zimą biegałem.
Po bulwarze, miejscami trochę lodu było, ale dawało się go unikać. Z początku było niezbyt przyjemnie, bo pod zimy wiatr, ale wracało się już całkiem miło . Testowałem dziś bieganie 4/1: 4min. biegu, 1min. marszu – całkiem dobrze to wychodzi.
W pierwszą stronę: 5km tempem 6:19min/km (153bpm), powrót 6:50min/km (155bpm).
Wcześniej czy później musiał nadejść ten moment, że trzeba będzie wsiąść na trenażer. Niestety na ostatnim bieganiu trochę się przejechałem i dopadło mnie przeziębienie. Teraz spokojnie trzeba się na nowo wdrożyć w ruch. A „chomikowanie” nawet dziś nadzwyczaj gładko poszło — albo byłem spragniony ruchu, albo zwyczajnie za krótko kręciłem .
Wóz albo przewóz, skoro ból gardła nie chce przejść, to postanowiłem dziś przemrozić trochę zarazki .
Po bulwarze, równym tempem – w pierwszą stronę: 5km tempem 6:53min/km (146bpm), powrót 6:28min/km (160bpm).
Marszobieg terenowy – po Lasku, z Madzią. Po ostatnim ociepleniu, jak teraz mróz znów złapał, to dość ślisko się zrobiło, więc przemieszczaliśmy się trochę spokojniej niż ostatnimi razy.
Warunki takie sobie, przez odwilż wszędzie masa wody, śnieg na bulwarach też rozmiękły. 200m nie minęło, jak miałem mokro w butach, ale przy bieganiu stopy się grzeją, więc przy niedługich dystansach nie jest to aż taki duży problem.
Jak rzadko kiedy rozwiązywały mi się dziś sznurówki, wpierw jedna, potem druga i jeszcze raz pierwsza . Jeśli będę startował w biegu sylwestrowym muszę pamiętać je skutecznie związać.
Zimowo, to jednak było dziś, a nie w zeszły weekend. Razem z furmanem przedzieraliśmy się dziś przez śnieg po kostki na Sikorniku i w Lasku. Tempo (min/km) wyszło nawet wyższe niż się w tych warunkach spodziewałem, ale na tętnie średnim też to widać.
Ponownie po Lasku, tym razem z Madzią i Markiem. Leżała cienka warstwa śniegu, ale ślisko to było jeszcze na błocie a nie na lodzie, z wyjątkiem odcinka po asfalcie.