To już raczej ostatni wyjazd na szosę. Po kątach już dziś kałuże zamarznięte były, od jutra ma zacząć sypać śnieg – będzie trzeba pomyśleć o wpięciu szosy w trenażer.
A dziś choć jeszcze na plusie (4°C) to trzeba już było odkopać zimową kurtkę, rękawiczki, ochraniacze na buty… Trasa też nie za daleka, co by nie przemarznąć, a niedługo (na zimówce) będą jeszcze krótsze.
Dziś ponownie wycieczka „z buta” po lasku, razem z Markiem i Ilą. Tempo wyszło trochę wyższe niż ostatnimi razy. Mimo to zmęczenie nie jest większe, więc nie jest źle .
A będzie jeszcze zimniej . Teraz jest to mocno odczuwalne, bo niemal szok termiczny, z dnia na dzień o połowę chłodniej.
Tlenik z Madzią do Czernichowa. Strasznie taki chłód siły wysysa – ciekawe czy pulsometr w jakikolwiek sposób to uwzględnia w swoich wyliczeniach, mam podejrzenia, że nie jest taki sprytny.
Chyba po raz pierwszy udało mi się taki dystans przebiec – do tej pory raczej łączyłem marsz z biegiem. W końcówce było już dość ciężko, ale wytrzymałem . Ciekawe co na to moje nogi powiedzą jutro .
Średnia temperatura 16°C z wyjazdu w połowie listopada to niemal nie do uwierzenia. Korzystając ze sprzyjających warunków razem z Magdą i Mateuszem wyskoczyliśmy w dolinki.
Wpierw szybki dojazd asfaltami do Szklar. Dalej w górę nad dolinkę Będkowską… też asflatem?! Niestety – podjazd po wapiennych skałkach i luźnych kamieniach zamienił się w asfaltową ściankę . Kolejny fajny terenowy odcinek utracony.
Zjazd do dolinki Będkowskiej też jest pewnym zaskoczeniem, gdyż przypominał wybieg dla dzików. Nigdy nie widziałem tu takiego błota. Trochę się ślizgając dotarliśmy na dół.
Dalej szlakiem wspięliśmy się pod remizę w Będkowicach, skąd już zjazd do dolinki Kobylańskiej. I tutaj znów niemiłe zaskoczenie, tyle że tym razem zniszczeń dokonała przyroda a nie człowiek. Po tegorocznych powodziach dolinka jest znacznie „przemeblowana” i nie zapewnia już miłego płynnego przejazdu jak do tej pory.
Do Krakowa wróciliśmy szlakiem rowerowym, strumienio-ulicą Turystyczną i przez Zabierzów.
Liście w większość już z drzew pospadały, jesienne deszcze też spadły i w Lasku ślisko jak diabli – na rowerze było by kiepsko. Ale na szczęście byliśmy (z Ilą i Madzią) „na butach”, więc było trochę łatwiej. Trochę marszu i trochę truchtania (dystans orientacyjnie).
Wybrałem się z Madzią przypomnieć sobie zjazdy które 1.5tyg. temu pokazywał Bartek. Tym razem było trochę inaczej, bo mokro (w nocy sobie popadało). Szczęśliwie w większość miejsc to nie przeszkadzało. Jak już objechaliśmy różne zjazdy i progi, to kawałek się przejechaliśmy.
Coś mi napęd w startówce się buntuje. A to łańcuch z młynka spadnie, a to w szprychy poleci… co gorsza nie idzie tego doregulować, by wszystko działało tak dobrze, jak przez ostatnie dwa sezony — wygląda, że zbliża się moment wymiany.
Po 3-ech latach przerwy (ostatni raz brałem udział w 2007) pobiegłem po raz 4-ty w marszobiegu. Trasa jak zawsze prowadziła spod kopca Piłsudskiego do kopca Kościuszki, tym razem miała 5.4km długości.
Choć byłem pobiegać wcześniej tylko parę razy to mimo wszystko dało się to pozytywnie odczuć podczas biegu. Udało się również uzyskać czas o ponad minutę lepszy niż we wcześniejszych startach. Do dobrego czasu wciąż jeszcze sporo brakuje, ale to po prostu nie jest „moja” dyscyplina . Tętno maksymalne 195bpm – dużo, ale w sumie miałem jeszcze małą rezerwę docisnąć mocniej – wolałem nie, żeby dobiec do końca (a nie dojść). A na finiszu jakoś nie zdążyłem rozkręcić się wyżej.
Pogoda udała się rewelacyjnie – można było biec ubranemu na krótko . Na mecie do wyboru herbata, kawa i grochówka. No i pamiątkowa koszulka .
Dzień krótki to i wyjazd krótki. Razem z Madzią przemknęliśmy przez Sikornik i Lasek. Wczoraj popadało i zarówno gliniasta ziemia jak i mokre liście nie zapewniały stabilnej jazdy – co chwila jakieś uślizgi były.
Krótka przejażdżka w terenie, by zdążyć przed szybko zapadającą nocą. Przejechaliśmy się z Robertem po Lasku. Ależ przez ostatnie dni liści pospadało, niemalże szok .
Poćwiczyliśmy też trochę wsiadanie i zsiadanie z roweru, co nieco obniżyło prędkość przelotową .