Kronika kategorii ‚Trening’

U#9 Rychlebské stezky

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 34.80 km
  • 02:28:30 h
  • 14.1 km/h
  • HR avg.: 119 ( 60%)
  • Przewyższenie: 715 m
  • Kalorie: 990 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: W

Dzięki przeprowadzce znaleźliśmy się bliżej czeskiej miejscowości Černá Voda z jej słynnymi rowerowymi ścieżkami. Pojechaliśmy sprawdzić jak opowieści o nich mają się do rzeczywistości, przy okazji odhaczając ostatnią miejscówkę do odwiedzenia z urlopowej listy.

Z parkingu kierujemy się zielonym szlakiem-ścieżką. Początkowo mamy lekkie kłopoty ze zorientowaniem się w oznaczeniach, ale w końcu łapiemy system. Tabliczki kierunkowe ścieżek rozmieszczone są zdecydowanie oszczędnie i tylko w co bardziej newralgicznych miejscach. Jeśli tabliczek nie ma, to obowiązuje kierunek na wprost. Sporadycznie tabliczek trzeba wypatrywać – czasem pod wpływem warunków atmosferycznych nieco spłowiały – zwykle są jednak dobrze widoczne. No i pomijając początek danej szlako-ścieżki wszystkie są z zielonym logo ścieżek ;).

Trail Dr. Wiessnera

Po niczym nie wyróżniającym się początku dojeżdżamy do odcinka nazwanego Trail Dr. Wiessnera. I zaliczamy spory opad szczeny. Jest niesamowicie! Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć (na własne oczy, zdjęcia, w szczególności te umieszczone poniżej, zdecydowanie nie oddają magii tego miejsca). Ścieżka wysypana drobnym białym żwirkiem przeplata się z ogromnymi głazami i leśną ściółką. Po drodze sporo drewnianych mostków tak nad strumieniem jak i nad nieprzejezdnymi skałami. Cały czas pod górę, ale niezbyt stromo. Rewelacja!

Czytaj dalej

U#8 Przeprowadzka

Dodaj komentarz

Nie, nie, to jeszcze nie koniec ;). Wyprowadzamy się z Przesieki nieco bliżej Krakowa ale wciąż w Sudetach – tym razem Międzygórze w Kotlinie Kłodzkiej.

Jazda dłużyła nam się, ale większa część drogi biegła krętymi, górskimi drogami (jedną sobie dołożyliśmy - na przełęcz Okraj, ale było warto dla widoków rozpościerających się nieco poniżej samej przełęczy). Opcja jazdy główniejszymi drogami wymagała by nadłożenia sporej ilości kilometrów. Mamy też powtórkę z rozrywki, tj. dojeżdżając do celu podróży znów pada deszcz.

Zmuszeni brakiem większego sklepu robimy sobie również wycieczkę do Bystrzycy Kłodzkiej. Wjazd do miasta od południowej strony (od rzeki) robi niesamowite wrażenie – architektura jak z zupełnie innego kraju. Domy ciasno upakowane na stromo wznoszącym się wzgórzu i wąskie uliczki.

Wieczorem tylko krótki spacer i próby uchwycenia barwy chmur.

U#7 Izery

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 69.10 km
  • 03:57:47 h
  • 17.4 km/h
  • HR avg.: ( 0%)
  • Przewyższenie: 1546 m
  • Kalorie: 2754 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: W

Co się odwlecze to nie uciecze i w końcu dotarliśmy w Izery. Rozpoczynamy od klasyku, czyli wizyty w (nieczynnej już) kopalni kwarcu Stanisław. Plan dalszej jazdy na zachód czerwonym szlakiem okazuje się niewykonalny i kawałek zawracamy, by objechać nieprzejezdny teren izerskimi szutrowymi autostradami (do których szlak też po chwili dołącza).

Mijamy Przednią Kopę i Sine Skałki (1122 m n.p.m.) po czym zjeżdżamy na Rozdroże Pod Kopą i jeszcze kawałek dalej do Mokrej Przełęczy (941). Tu również dalszy przebieg szlaku nie rokuje i objeżdżamy drogami do Polany Izerskiej. Z niej Starą Drogą Izerską (i niebieskim szlakiem pieszym) zjeżdżamy do przysiółków Świeradowa Zdrój (ok. 640), po czym kierujemy się ponownie do góry, aż na Stóg Izerski (1105).

Karolina w Kopalni Stanisław

Czytaj dalej

U#6 Ambitnie i z przygodami

Dodaj komentarz

Dane treningu 1

  • 25.10 km
  • 01:46:15 h
  • 14.2 km/h
  • HR avg.: 124 ( 62%)
  • Przewyższenie: 793 m
  • Kalorie: 831 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: W

Dane treningu 2

  • 24.10 km
  • 01:47:55 h
  • 13.4 km/h
  • HR avg.: 132 ( 66%)
  • Przewyższenie: 1111 m
  • Kalorie: 987 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: W

Burzowa pogoda nas nie opuszcza; wg prognoz jutro ma być lepiej, więc odkładamy wyjazdową wycieczkę w Izery i pozostajemy pokręcić się po okolicach Przesieki z zamiarem zaliczenia jeszcze kilka miejsc.

Wyjazd zaczynamy podjazdem Drogą Chomontową. Niestety sunące w górę zbocza chmury zakrywają wszelkie widoki :(. Na zjeździe odbijamy na zielony szlak pieszy do Borowic, którym parę miesięcy temu biegł maraton. Gwałtowne burzowe deszcze wypłukały go nieco bardziej. Nie ma co ściemniać, na maratonie poszło mi z nim znacznie płynniej, a dziś nie byłem w stanie się tak odblokować i na kilku fragmentach sprowadzałem.

Następnie zmieniamy szlak na żółty i wracamy nim do Przesieki, gdzie zaczynamy na podjazd na – jak mi się wydawało – Dwa Mosty. Dziwi mnie, że jesteśmy na terenowej górskiej drodze i to nie szczególnie równej, ale tłumaczę sobie, że asfalt (który pamiętam z dawnych Karpackich maratonów rozgrywanych jeszcze w dniu 1. maja) widocznie położony jest tylko w górnej części. Niespodziewanie podjazd przerywa blok wyrwany z buta Karoliny. Pękła podeszwa. Blaszka do przykręcenia bloku była wyjątkowo poskąpiona, stąd dała radę rozłupać podeszwę w regionie osłabionym nacięciami. Szczęśliwie jesteśmy dość blisko noclegu. Nieco gorzej, bo jest sobota, 14:30 i nawet w Krakowie byłby kłopot z dostaniem nowych butów, a co dopiero w Jeleniej Górze!

Czytaj dalej

U#5 Regeneracja

Dodaj komentarz

Poczuliśmy się nieco zdeenergetyzowani po 3 aktywnych dniach. Do tego okazało się, że „hałasujący [u Karoliny] przedni hamulec” jest tak naprawdę przycierajacym się bębenkiem. Serwisu bębenka nie przewidziałem w ramach wyjazdowego zestawu naprawczego, spędziliśmy więc część dnia szukając w Jeleniej odpowiedniego do niego oleju. Udało się znaleźć, więc on też został zregenerowany ;).

A my postawiliśmy na błogą laba i nieco wodnych masaży w Cieplickich Termach :). Przetestowaliśmy też znajdującą się tam – dość intrygującą – zjeżdżalnie wodną „cebula”.

U#4 Rudawy Janowickie

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 41.00 km
  • 03:27:32 h
  • 11.9 km/h
  • HR avg.: 109 ( 55%)
  • Przewyższenie: 1200 m
  • Kalorie: 1420 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: W

Z pobytu 2 lata temu w Rudawach Janowickich zapamiętałem je jako nieszczególnie urodziwe widokowo, dlatego też uznaliśmy je za dobry cel na dzisiejszy wyjazd przy wciąż niepewnej i dosyć pochmurnej pogodzie. Do tego w razie deszczu były szanse na w miarę sprawną ewakuację do punktu startu.

Tak jak czułem już wczoraj pod koniec wycieczki, mam dziś dość spore zakwasy różnych części ciała. W związku z tym zmęczeniem (i dysponując w miarę świeżą mapą) postanawiamy postawić na szlaki rowerowe (w miejsce pokonywanych 2 lata temu pieszych) licząc, że będą miały łagodniejszy przebieg. I rzeczywiście tak było, ale miały za to znacznie trudniejszy do ustalenia przebieg – oznakowanie pozostawiało sporo do życzenia (a tracka przygotować też nie było z czego, bo dopiero po wyjeździe dosyłałem na stronę projektu UMP-pcPL część dróg i szlaków).

W międzyczasie wyszło słońce, które pięknie oświetlało idealnie przeźroczyste kałuże na szutrowej drodze trawersującej Miedzianą Górę.

Nieco błądząc osiągnęliśmy w końcu kolejny cel na urlopowej liście, czyli rezerwat Kolorowe Jeziorka. Niestety po intensywnych ulewach ostatnich dni dominował w nich kolor buro-piaskowy, zwłaszcza w Purpurowym.

Za jeziorkami nadal za szlakiem rowerowym docieramy do przełęczy Rędzińskiej, na której – patrząc na zegarek i nasze zmęczenie – decydujemy się na skrócony wariant powrotu do Janowic Wielkich. Poświęcamy za to chwilę na nasycenie się panoramą rozciągającą się po naszej lewej stronie – jak podniosą się chmury i nie otacza las, to tu też potrafi być całkiem ładnie!

W drodze powrotnej niechcący ominęliśmy „Kamienny Most” i „Piec”, zadowolić się więc musieliśmy tylko ruinami zamku Bolków, które zostały od mojej ostatniej wizyty nieco zakonserwowane.

Na wieży zamku Bolków

Na wieży zamku Bolków

U#3 Śnieżka

Dodaj komentarz

Ciężko wyobrazić sobie pobyt w Sudetach bez wyjścia na Śnieżkę. Mi zdarzyło się już na niej i być – co więcej na rowerze przy okazji Uphill Race Śnieżka 2012, ale Karolina nie miała do tej pory takiej okazji.
Prognozy nie były zachwycające, ale dawały szansę zaliczenia kolejnej miejscówki z naszej urlopowej listy ;). A że nie byliśmy też przekonani do wjeżdżania w teren po wczorajszych intensywnych wieczornych opadach to stanęło na pieszej wycieczce.

Na Śnieżkę wychodziliśmy nieco okrężnym szlakiem zielonym, biegnącym wokół Wielkiego i Małego Stawu, a następnie, biegnącym grzebietem czerwonym, głównym szlakiem sudeckim. Po wyjściu na grzbiet większość czasu towarzyszyła nam zakrywająca wszystko chmura. Pierwszy krótki prześwit pojawił się dopiero podczas końcowego podejścia.

Dzięki spędzeniu nieco czasu na szczycie doczekaliśmy się jeszcze paru większych i mniejszych prześwitów oferujących widoki na polską stronę; czeska strona przykryta była nieprzeniknioną stalową zasłoną.

Zeszliśmy czerwonym szlakiem biegnącym od Domu Śląskiego do Karpacza. Początek biegł bardzo stromo w dół, głównie po skalnych stopniach. Po minięciu Wodospadu Łomniczki ścieżka wciąż wyraźnie opadała, choć już w większości bez stopni. Ostatni fragment, od Schroniska Nad Łomniczką aż do Karpacza to już szeroka szutrowa droga.

Wyszło nam 19,2km marszu, przy całkowitym czasie 5:40 i czasie marszu ok. 4,5h. Pokonaliśmy 900m w pionie.

Pod koniec nie będę ukrywał, czułem już dość wyraźnie mięśnie korpusu, głównie dolne partie brzucha, jak również mięśnie czworogłowe – trochę kondycji takie chodzenie po górach też wymaga!

U#2 Przełęcz Karkonowska

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 27.10 km
  • 02:15:19 h
  • 12.0 km/h
  • HR avg.: 126 ( 63%)
  • Przewyższenie: 1159 m
  • Kalorie: 1072 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: W

Wybieramy wyjazd w najbliższej okolicy bo dość wcześnie ma przejść burza i ogólnie pogoda nie jest zbyt pewna. Na liście miejscówek do odwiedzenia mamy przełęcz Karkonowską, tam więc też kierujemy nasze koła ;).

Mimo, że startujemy z noclegu w Przesiece, zatem mając już za sobą część podjazdu biegnącą przez Podgórzyn i tak czeka nas jeszcze do pokonania ok. 8km podjazdu i 600m w pionie. Karolinie kręci się pod górę już w miarę lekko, ja niestety wciąż jeszcze odczuwam trudy Pętli Beskidzkiej i z mozołem pnę się do góry.

Po drodze dołącza do nas i wyprzedza nas dziarski dziadek, po 60-tce, a na zdjęciu które koniecznie chciał sobie z nami zrobić ma udo jak dwa moje. Ale w sumie nic dziwnego, bo na przełęcz Karkonowską podjeżdża z Jeleniej Góry tak średnio co dwa dni – przynajmniej tak nas mijał w kolejnych dniach, a kto wie, czy nie kręcił się tam codziennie?!

Na górze robimy krótką pętlę żółtym szlakiem udostępnionym dla rowerów po czeskiej stronie granicy i w akompaniamencie pomruków burzy i pierwszych kropel deszczu zjeżdżamy na kwaterę.

U#1 Burzowo

Dodaj komentarz

Pierwszy dzień urlopu w Sudetach przywitał nas deszczami i burzami. W pobliżu Przesieki zaatakowała nas taka ściana wody, że ciężko było wrócić ze sklepu do auta zostawionego na parkingu przed nim.
Po deszczu nadal było całkiem ciepło, nie byliśmy jednak chętni już na dzień dobry brudzić się i moczyć. Jedynie pieszo Karolina oprowadziła mnie po trasie AMP w Jeleniej Górze.

RM Pętla Beskidzka

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 95.30 km
  • 04:20:04 h
  • 22.0 km/h
  • HR avg.: 151 ( 76%)
  • Cad. avg.: 77
  • Przewyższenie: 2641 m
  • Kalorie: 2595 kcal
  • Aktywność: Szosówka
  • Ćwiczenia: R

W Pętli Beskidzkiej startowałem dwukrotnie parę lat temu. Od tego czasu wyścig nieco się zmienił – start jest z Wisły, a nie z Istebnej oraz został wciągnięty do cyklu Road Maraton. Nie zmieniło się jedno, nadal są to trudne górskie zawody.

Już przed startem patrząc na parametry trasy: 96km i 2400m w pionie miałem obawy, że klasyczna korba 53/39 jaką posiadam w rowerze szosowym będzie stanowczo zbyt twarda. Nie było jednak możliwości zmiany napędu na ostatnią chwilę i trzeba było sobie poradzić na tym co jest. Do pokonania było 5 pętli z krótkim odcinkiem dojazdowym, zatem w najgorszym razie zawsze można było się wycofać…

Czytaj dalej

Test pod ZOO

Dodaj komentarz

Dane treningu

  • 23.70 km
  • 01:08:26 h
  • 20.8 km/h
  • HR avg.: 125 ( 63%)
  • Przewyższenie: 285 m
  • Kalorie: 486 kcal
  • Aktywność: Wyścigówka
  • Ćwiczenia: T

Przyszedł ten czas, żeby sprawdzić się na podjeździe pod Zoo. W tym roku dość późno, ale i forma dojrzewa bardziej jak jesienne jabłko aniżeli wiosenna truskawka.

Udało się wykrzesać siły na 5-kę z przodu, ale nie da się ukryć, że liczyłem na większy zapas sekund do 6 minut niż 2 sekundy. Ale nie ma co narzekać, bo jakiegoś ogromu pracy w poprzedzających miesiącach nie było ;).