Dziś w Lasku było trochę ślisko – miejscami pod śniegiem czaił się lód (siostra na 3 zające polowała! ). Z racji na wolniejsze podłoże wyszedł dość długi trening.
A jeszcze na koniec obiegliśmy z Lechem błonia tempem testowym. Poprawiłem się dość istotnie od ostatniej takiej próby gdy pobiegłem tempem 5:15 – udało się uzyskać wynik 4:44 min/km. Poprzedni wynik sprzed 3 lat, ale wtedy ostatnio regularnie zimą biegałem.
Po bulwarze, miejscami trochę lodu było, ale dawało się go unikać. Z początku było niezbyt przyjemnie, bo pod zimy wiatr, ale wracało się już całkiem miło . Testowałem dziś bieganie 4/1: 4min. biegu, 1min. marszu – całkiem dobrze to wychodzi.
W pierwszą stronę: 5km tempem 6:19min/km (153bpm), powrót 6:50min/km (155bpm).
Wcześniej czy później musiał nadejść ten moment, że trzeba będzie wsiąść na trenażer. Niestety na ostatnim bieganiu trochę się przejechałem i dopadło mnie przeziębienie. Teraz spokojnie trzeba się na nowo wdrożyć w ruch. A „chomikowanie” nawet dziś nadzwyczaj gładko poszło — albo byłem spragniony ruchu, albo zwyczajnie za krótko kręciłem .
Wóz albo przewóz, skoro ból gardła nie chce przejść, to postanowiłem dziś przemrozić trochę zarazki .
Po bulwarze, równym tempem – w pierwszą stronę: 5km tempem 6:53min/km (146bpm), powrót 6:28min/km (160bpm).
Marszobieg terenowy – po Lasku, z Madzią. Po ostatnim ociepleniu, jak teraz mróz znów złapał, to dość ślisko się zrobiło, więc przemieszczaliśmy się trochę spokojniej niż ostatnimi razy.
Warunki takie sobie, przez odwilż wszędzie masa wody, śnieg na bulwarach też rozmiękły. 200m nie minęło, jak miałem mokro w butach, ale przy bieganiu stopy się grzeją, więc przy niedługich dystansach nie jest to aż taki duży problem.
Jak rzadko kiedy rozwiązywały mi się dziś sznurówki, wpierw jedna, potem druga i jeszcze raz pierwsza . Jeśli będę startował w biegu sylwestrowym muszę pamiętać je skutecznie związać.
Zimowo, to jednak było dziś, a nie w zeszły weekend. Razem z furmanem przedzieraliśmy się dziś przez śnieg po kostki na Sikorniku i w Lasku. Tempo (min/km) wyszło nawet wyższe niż się w tych warunkach spodziewałem, ale na tętnie średnim też to widać.
Ponownie po Lasku, tym razem z Madzią i Markiem. Leżała cienka warstwa śniegu, ale ślisko to było jeszcze na błocie a nie na lodzie, z wyjątkiem odcinka po asfalcie.
To już raczej ostatni wyjazd na szosę. Po kątach już dziś kałuże zamarznięte były, od jutra ma zacząć sypać śnieg – będzie trzeba pomyśleć o wpięciu szosy w trenażer.
A dziś choć jeszcze na plusie (4°C) to trzeba już było odkopać zimową kurtkę, rękawiczki, ochraniacze na buty… Trasa też nie za daleka, co by nie przemarznąć, a niedługo (na zimówce) będą jeszcze krótsze.
Dziś ponownie wycieczka „z buta” po lasku, razem z Markiem i Ilą. Tempo wyszło trochę wyższe niż ostatnimi razy. Mimo to zmęczenie nie jest większe, więc nie jest źle .
A będzie jeszcze zimniej . Teraz jest to mocno odczuwalne, bo niemal szok termiczny, z dnia na dzień o połowę chłodniej.
Tlenik z Madzią do Czernichowa. Strasznie taki chłód siły wysysa – ciekawe czy pulsometr w jakikolwiek sposób to uwzględnia w swoich wyliczeniach, mam podejrzenia, że nie jest taki sprytny.